sobota, 9 października 2010

Przeprowadzka.

Przeniosłem się : http://www.photoblog.pl/marcccin
Może kiedyś tu wrócę.

sobota, 25 września 2010

.

Boże, nie było mnie tak dawno...
A ja mam jakoś dziwną ochotę na napisanie tutaj.

Zaczynam starać się o LD (Lethal dose) - świadomy sen. Może być fajnie.
Chociaż ostatnio te moje sny mnie przerażają... Pal licho, że w kościele (tłum. dojrzewanie emocjonalne), ale jestem na samych pogrzebach, trupy bez głów na mnie spadają, ślinią się na mnie... Straszne te sny.
To chyba był zły pomysł, żeby czytać "Medaliony"...

piątek, 17 września 2010

Piątek.

Jezu, dzisiaj tyle rzeczy się działo, Sylwia ciągle tylko "zapisz to na blogu, to, tamto i jeszcze to" Więc zapisałem sobie w zeszycie do angielskiego o czym napiszę. Kursywą piszę to, co jest w zeszycie.

Palec. Lekcja angielskiego. Siedzimy sobie w ławkach, ja zwyczajnie huśtam się na krześle i nagle hop-siup przestaję się huśtać i słyszę tylko takie "aaaałaaa" - Sylwia of course, z którą na tej lekcji siedziałem. Okazało się, że jej palca przysiadłem xD Oczywiście do końca lekcji tylko było, że jej krew nie dopływa, lub przeciwnie, że pewnie jej tam w bucie już chlupocze, jakoś przetrwała.

Spotkanie z Policjantem. Pierwszy wf mieliśmy na sali i później zaczęli rozkładać  materace, bo miało być spotkanie z policjantem. No więc poszedłem podzielić się tą radosną jakże informacją z III D.
Ja: Spotkanie z policjantem chyba będzie na tej lekcji
Radek: oo, jak zajebiście, nie będziemy mieć kartkówki z klimatów!
Ogólny zaciesz.
Żbik, który ma ojca policjanta: Ale ja codziennie widzę się z policjantem... To nie fair...
Później tłumaczyliśmy sobie, iż Jebać Policję = Jestem pedałem (przepraszam wszystkich gejów) ponieważ, jeśli już chce się jakiegoś policjanta jebać to ma się skłonności homoseksualne. Takie mamy tematy na przerwie, a co xD

Sylwia- znawca bloga. Centralnie, ona wie więcej o tym blogu niż ja! Zna większość tytułów, rzuca mi cytatami, no normalnie nienormalne. Pierwszy raz się spotykam z takim znawcą...

Żbik niedosięgający.  Dzisiaj były u nas Panie Dyrektor i zaczynają mówić, że grupa uczniów bierze papier toaletowy i rzuca w całości do klozetu, po czym oddaje na to mocz. Bożeee... xD Czy dzieci nie mają w domu ubikacji? Podcierają się liśćmi? Chore xD Ale nawiązując do podtytułu, siedzimy w III D
Agata: Ja wiem, kto to robi z tymi kiblami...
Ja: no, kto?
Agata: Żbik
Ja (brecht)
Agata: Ale dopiero w tym roku zaczął do robić
Ja: Ale czemu...?
Agata: Bo dopiero teraz dosięga.

Stwierdziłem, że to nie śmieszne, chociaż się śmiałem. xD

A, jutro rozmowa poważna z M. Trochę się jej boję.

czwartek, 16 września 2010

I < 3 Autumn

Po prostu ją kocham. Dzisiaj jeszcze szliśmy z B. odprowadzić Agatę i tak świetnie szumiały drzewa, bo był wiatr, Boże, jak ja kocham ten widok spadających liści i w ogóle cały ten nastrój takiej tajemniczości.

Jutro gadam z M. ciekawe co się okaże...

sobota, 11 września 2010

Anno?

Pierwszy raz od roku posłuchałem w całości piosenki "Anno" i oglądnąłem teledysk. Patrzyłem od razu jak strasznie było mi w krótkich włosach :D
Jakoś tak miałem dystans do tej mojej twórczości jednak dzisiaj stwierdziłem, że piosenka już się uleżała i mogę jej posłuchać xD I spodobała mi się od razu. No i ten tekst Przemka... świetny.

Nie mam o czym pisać. Jesień przyszła. Lubię ją, chociaż chandra trwa ;D

środa, 8 września 2010

Zaciesz.

Dżizas co za njus!
14.10 (jak to wszyscy wiedzą xD) jest dzień nauczyciela i z tej okazji występować będą wszyscy, którzy grają śpiewają (lepią garnki z gliny) więc ja też będę tam śpiewać. Będzie po prostu koncert. Muszę poprosić L. żeby mi napisał jakąś fajną swingującą aranżację na ten nasz zespół (dwie, a może nawet trzy trąbki, obój, flet poprzeczny, piano) tej piosenki. Ale będzie czad, Boże. Wtedy dopiero nagram i zrobię może (wreszcie) ten teledysk.

poniedziałek, 6 września 2010

Bass i trąbka.

Mam tyle do opisania, że nie wiem od czego zacząć...
"В мир мой нагрянула осень" oj tak, jest już jesień w moim świecie i coraz gorzej, mam chandrę. Znów. A wczoraj jak o tym powiedziałem M. to powiedziała "Nie widać... po Tobie tego nie znać, dobrze sobie z tym radzisz"- nie... ja właśnie sobie z tym nie radzę, tylko po prostu zakładam maskę i udaję jak to jest wspaniale i cudnie. A nie jest. Bo w szkole ciągle mam "dobry humor" a tylko w domowym zaciszu mogę sobie leżeć, słuchać "Nocy bezsennej" Anny Marii Jopek i zagłębiać się w tę melancholię. A i pogoda do dupy.

Poznałem wreszcie dzisiaj Mariusza (D.) do którego przymierzałem się od 1.09, kiedy go zobaczyłem. Oczywiście zapytałem o rzecz najbardziej na mnie znaczącą... Przedstawię to w kolejności chronologicznej


Agata (krzyk of course): yyy, czeszcz! Kolega chce Cię poznać!
(M. pierwszy wyciąga rękę)
Ja: yyy... cześć, Marcin...
On: Cześć xD
Agata: yy no, buhaha, Marcin, jaki burok
Ja: yhy... Grasz na jakimś instrumencie?
On: na trąbce i gitarze basowej
Ja: mówiłem?! mówiłem?! mówiłem, że będzie grał na trąbce!
xD
A później jeszcze mu zaproponowałem, żeby przyszedł na kółko muzyczne. Chyba jakieś friendsforeverufamcinazawsze'owanie z tego wyjdzie :D Mam nadzieję, Dońka szykuj się xD Chyba mu zaproponuję jakieś wspólne nagranie, wreszcie będę miał basistę do mojego trio jazzowego.

Byłem na grillu w sobotę...

piątek, 3 września 2010

PIątek

Coś nie czuję tego piątku... Ale w szkole było naprawdę bardzo bardzo fajnie, tak się momentami nastroiłem, że... no xD

A w szkole na Wiedzy o Społeczeństwie Tomek nie powstrzymał swoich potrzeb fizjologicznych i popuścił co nieco i później na polskim coś tam wynikło a Kasper "A Tomek spierdział się na WOS-ie" wszyscy oczywiście brecht, a S.obczakowa "Wy już jesteście tak duzi, że powinniście powstrzymywać swoje potrzeby fizjologiczne". Ale na polskim było bardzo, bardzo, bardzo fajnie. Taka fajna dyskusja wynikła i tak sobie dyskutowaliśmy... i dyskutowaliśmy... i dyskutowaliśmy... aż w końcu zadzwonił dzwonek i skończyliśmy...


Ale chandra nadchodzi... Czuję to. Znów zaczynam słuchać jazzu, w tym momencie "Anna Maria Jopek-  Bezsenna noc" ale w playliście "na chandrę" są również "Dwa serduszka cztery oczy" - ubóstwiam..., "Na kulawej naszej barce" - Kasi Nosowskiej, bardzo smutna piosenka, moja ulubiona w styczniu tego roku, "Mru mru" - Kasi Nosowskiej, też bardzo nastrojowa, no i oczywiście "Ostatni" Edyty Bartosiewicz, który śpiewam Dońce... Powiada, że kocha to wykonanie... No i oczywiście "Czas nas uczy pogody" Staszka Soyki... Moje ukochane "ilu ludzi czas wyleczył z ran"...

czwartek, 2 września 2010

Trititi

Ja nie wiem, ale dziś już jest mniej kolorowo niż wczoraj...
:D

Ale za to pojeździłem sobie rowerkiem. xD

A i właśnie... Dzisiaj miałem dyżur z Agatą i potem siedzieliśmy i śpiewaliśmy piosenki, np. "Motorek", "Sini lion", "Nie ma jak pompa"... Taka jak to nazwałem "Jam session". A potem urwaliśmy się godzinę wcześniej. Jak byłem później w Łącku babka pyta się mnie "a to Wy nie wiecie, że trzeba czekać do 16:15"? A ja "yyy, nie..." xD Ściema na całej linii.

Tak się lepiej czuję po tym rowerku ... xD

A no i potem wspólne zabranie od Irki czegośtam i... xD Nie powiem dalej, bo ktoś to przeczyta, kto nie powinien i będzie przypał. A Sylwia ponoć i tak już ma... xD

Lubię ten stan (...)

środa, 1 września 2010

Pierwszy dzień.

Pierwszy dzień a już się tak cieszę, Booooże!!! Brakowało mi tego wszystkiego strasznie, tych roześmianych mord, tych głosików, jakże ja się dziś tym upajałem. Byłem w specyficznym amoku i byłem tak potwornie zadowolony, że nic mi tego humoru nie spieprzyło, nawet ta piekielna zawierucha za oknem.

Pierwsze: widziałem się ze Żbikiem. Boooooooże, no kompletnie inna osoba. Przez te dwa miesiące urósł gdzieś z 10 cm, normalnie szok, jest prawie tak wysoki jak ja...  No nie do pomyślenia, mówię mu: "Cześć Żbiku" a on odpowiada "cześć" :D Ale jakim głosem to odpowiada, Chryste... Nie dość, że urósł to jeszcze przeszedł mutację, no ludzieee... xD A i jeszcze jedno co mnie w jego wyglądzie potwornie zdziwiło: zapuścił włosy i wygląda przezajebiście po prostu! Ma takie świetne loczki :D Jak ja prawie ha ha ha ...

No to się z nim pobrechtałem i z Radziem, który mnie przestrzegał, żebym nikomu oczu parasolką nie wybił... :D I jeszcze się z Dżacusiem widziałem i wspominaliśmy jak mi kiedyś strzelał łapą po plecach a ja mu oddałem prawym sierpowym xDDD Ale to było w pierwszej klasie, dawno i (jak to mówi Żbik) nieprawda.

No widzicie, drodzy Czytelnicy, rok szkolny  przyszedł i od razu piszę długie, płonne i co najważniejsze tematyczne posty!!! :D Już się nie mogę doczekać jutra, żeby tam pójść do tej III D i z nimi wszystkimi porządnie porozmawiać.

Ach, Dońko, zapomniałem napąknąć Petrowi o tym reportażu... Wybacz, jutro. xD

Mam cudny humor, ach cudny humor mam
Chcę tak poskakać pod sufit, pośmiać się ha!ha!ha! 
A w domu rumor, robię rumor, yeah
Bo dobry humor, cudny humor mam!!!  

Już nawet deszcz tak nie przeszkadza mi
Bo dobry humor, cudny humor mam
I nie dostrzegam, że coraz krótsze dni,
I że na gitarze coraz lepiej gram

Ten cudny humor wypływa ze mnie hej!
 Na tych ponurych, smętnych leci więc
Ty dobry humor miej, raduj się, śmiej
Odczep tą Bukę, nie pozwól się jej wlec!

Nawet wierszyk napisałem, więc naprawdę jest ze mną dobrze :D

wtorek, 31 sierpnia 2010

Last day of holiday.

Tia... Ostatni dzień wakacji. Boże, jak to minęło szybko i... beznadziejnie. W moim przypadku. Było kompletnie potwornie szczególnie w sierpniu.

Bo w lipcu, ach... w lipcu!
W lipcu to było wręcz cudnie! Na początku wypad z tymi dwoma nad Jazz (rzeka :D), gadanie do późna w nocy z Dońką, Sylwią, Przemkiem, z Radkiem nawet, Boże, jak wtedy było cudnie. I ten numer drugi Dońki, ten only for VIP, od 17.07 do któregoś dnia początkiem lipca, wtedy było najpiękniej. I te burze, Dżizas, jak ja kochałem te lipcowe burze w samo południe. No i koncert... Jak sobie wspomnę, jak wtedy było pięknie, ile wtedy było publiczności... Boże... 

A potem wszystko się spieprzyło. Zaczęli obrabiać okna od wewnątrz, tumany kurzu, później trzeba było to rzecz jasna sprzątać. :/

Nie chcę uwierzyć, że te wakacje się już skończyły... Mogło być lepiej, ale i tak wspominam z sentymentem. Gdyby nie ten sierpień byłoby tak fajnie...

Ale teraz za to będę pisał codziennie notki na blogu, więc chociaż taki plus xD
Idę myć głowę.
Czołgiem!

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Pożegnaj wakacje z sercem.

Niewątpliwie pożegnałem wakacje z sercem. Wczoraj był koncert dla Dawida, odśpiewałem swój "Czas nas uczy pogody". Nie wiem dlaczego, ale to wczorajsze wykonanie spodobało mi się najbardziej, tzn. byłem zeń najbardziej usatysfakcjonowany. Niestety nie byłem usatysfakcjonowany ilością osób w amfiteatrze. Po południu było nawet dość ciepło a potem tak ot- w chwili stało się zimno jak sto diabłów. Więc z każdą minutą było coraz mniej osób. A ja, z tym swoim nieszczęsnym nazwiskiem na Wu byłem ostatni. Ale było parę osób, które lubię, był mój "fan-club" który kwiczał po odśpiewaniu, nawet Agata starała się kwiczeć, no ale ona, z tym swoim męskim głosem nie za bardzo potrafiła... No ale się starała, to się liczy. Mam takie dwa zdjęcia, mam nadzieję, że dostanę ich więcej już niebawem, bo jeszcze Zuza robiła.

Ach i proszę was, nie bądźcie zaniepokojeni tym, że nie piszę codziennie. Zacznie się rok szkolny to i posty codzienne będą.

Czołgiem!

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Jesień?

Patrzę dzisiaj, patrzę, a tu... o Zgrozo: liście na trawniku, czy aby to była już jesień? Ja już też nastrój taki bardziej jesienny. I znów ta chandra nadchodzi coraz większymi krokami i nie da się przed nią ustrzec. Znowu zaczynam ubierać się prawie wyłącznie na czarno.

Za tydzień rok szkolny, wszystko zapięte niemalże na ostatni guzik. A dla mnie to były najgorsze wakacje w moim dotychczasowym piętnastoletnim życiu. Prawie nigdzie nie byłem (wyłączając wypad nad Jazz z Radkiem i Dżacusiem- ale to był początek lipca) później już tylko te piekielne remonty, sprzątania, niekończące się mycie podłóg i odkurzanie. Mam nadzieję- a właściwie jestem pewny, (Dońiczko- nagram Ci to, już niebawem, obiecuję) że spotkam się jeszcze z Petrem i chociaż to mi się uda w te zasrane wakacje. W tamtym roku chociaż były Stany, a teraz... Ech.

W przyszłą niedzielę koncert!!! Mam nadzieję, że będę występował, i mam nadzieję że się teraz Irenko nie wymigasz i wreszcie nagramy to, co mieliśmy nagrać.
Czołgiem wsjem!
Marcccin.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Co ze mną będzie?

Tak właśnie zaglądnąłem do klasy mojej siostry na naszej-... Teraz większość mieszka za granicą. Albo to Verona, albo Dublin, albo Nowy Jork, albo Londyn. A ja? Co ze mną będzie? Gdzie zamieszkamy za dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lat? Czy będziemy musieli wyjeżdżać za chlebem? Piosenka oddająca w całości mój nastrój- Na kulawej naszej barce- Kasia Nosowska ...

Była Marzena i Agata. Byłem wcześniej u M. i grałem parę razy "Moonlight" Beethovena w chwilach, w których ten utwór był najmniej wskazany. Przykład:
Agata: No i słuchaj, ta Ewelinka (zaczynam grać) ubrała się znów cała na różowo (dodaję dramatyzmu, wciskam pedały, etc) myślałam, że rypnę jak ją zobaczyłam (nagle przerywam grę, by wznowić ją z podwójnym impetem)
Jeśli ktoś nie zna tej sonaty to można ją posłuchać [tu]

czwartek, 12 sierpnia 2010

23:58

Byłem dzisiaj w Sączu w paru sklepach, oczywiście swoim zwyczajem wyrwałem wszystko co męskie i czarne i fru-do kasy. A płaci oczywiście rodzicielka. Ale co tam.Rzadko się to zdarza. Kupiłem sobie dwie takie ładne, czarne koszule jedną z krótkim rękawem z takimi niebieskimi paseczkami z przodu, a druga jest taka, jaką miałem już wcześniej np tu. Tylko przy białym pasku jest jeszcze jasnofioletowy. No i taką czarną bluzę. Udane zakupy ;)

Widziałem się prawie dzisiaj z krejzolkami z Łącka. Kasia stwierdziła, że mam loczka jak owca koło dupy, Zuza w tym momencie (znowu) zapomniała oddychać. Ach, troszkę "zabójczym" jest ten jej rechot. Bez opamiętania... hahaha

Nie wiem na jaki kolor mam sobie przemalować pokój. Ja chciałbym jak w teledysku "Imagine" na biało cały, biały żyrandol, taki przedwojenny, wymalowany olejną oczywiście, a kontrastowałyby meble, jakieś obrazy, obrazki. Macie jakieś inne pomysły, sugestie? Na początku chciałem w stylu hippie, ale sam nie wiem. Mam mieszane odczucia a pokój trzeba obmalować. Tylko błagam, zważajcie na to, że uwielbiam przemyślenia, więc nie mogę mieć egzotyki w tym pokoju. Więc co myślicie o "Imagine's version"?

Pozdro wszystkim, bo za chwilę północ, a ja dalej w rosole. Dobranoc

wtorek, 10 sierpnia 2010

Łachłane gajjo, łachłane

Tak mi się przypomniała piosenka indiańska, którą śpiewaliśmy dawno, dawno temu w takiej indiańskiej wiosce, gdzieś koło Strzyżyca. Wtedy właśnie zacząłem się interesować kulturą Indian. Podobały mi się stroje, muzyka, ogółem cała kultura. Wszystko mi się spodobało. No i właściwie wszystko się wtedy zaczęło...

Dziś znalazłem moje ćwiczenia z trzeciej klasy. I pomyśleć że to już było pięć lat temu. Wtedy właśnie zacząłem fascynować się Marylą Rodowicz, tą całą otoczką muzyczną. Kupowałem sobie kasety (które zresztą nadal mam) z piosenkami Przybylskiej, Łucji Prus, Anny Jantar, Maryli, z wspaniałymi tekstami Osieckiej, Młynarskiego, czy Kofty. No  i tak mi się to wszystko spodobało. A potem, ale to już później bo w 2008 fascynacja rockiem, ubieranie się na czarno i słuchanie O.N.A. No a w 2010 po poznaniu "kochanej" Sylwii - słuchanie jazzu...

Już tylko trzy tygodnie zostały do szkoły... Z jednej strony się cieszę, a z drugiej... no cóż,  będę mógł widzieć się chociaż z moimi znajomymi... Jakoś to będzie.

sobota, 7 sierpnia 2010

Lato z radiem - o "zapodawaniu" - Marcin z Czerńca

Byłem dzisiaj na koncercie Lata z Radiem w Nowym Sączu, było straszliwie miło, "Kabaret skeczów męczących" jako jeden z niewielu kabaretów rozbawił mnie niemalże do łez. Niestety nie doczekałem się koncertu "De mono" gdyż trzeba było wracać się, bo sobota, bo autobusów nie będzie później. Szkoda

Ale za to, przeprowadzono ze mną dzisiaj całkiem na poważnie (mały, bo mały ale jednak) wywiad. Wywiad tenże przeprowadzał ze mną nie byle kto, bo sama Sława Bieńczycka. Na koncertach lata z radiem jest tzw. "studio", więc pomyślałem, czemu nie? Będę chociaż w archiwum radiofonii...

"zapodają" xD Ale wtedy wykonałem taki charakterystyczny odruch dwoma palcami... :D
Aby pobrać i posłuchać kliknij [tu]

czwartek, 5 sierpnia 2010

xD

Już dwie osoby upominały się o wpis na blogu, więc po dłuższej nieobecności PISZĘ!
Pierwszą osobą która ten temat zaczęła była Irka, natomiast drugą Dońiczka. Z Irką niebawem (mam nadzieję) nagram teledysk, jednakże teraz w moim domu jest remont i rozpizdol na maksa.
Nie mogę doczekać się września. Wiem, że jestem popierdolony, ale brakuje mi już tych pogadanek z wszystkimi.

czwartek, 29 lipca 2010

niedziela, 25 lipca 2010

Festiwal Piosenki Rosyjskiej.

Oglądałem. I muszę się rozpisać o tym. Moją faworytką była Anna Dereszowska, która zresztą dostała złoty samowar. Napisałem swój własny ranking. Przedstawię go poniżej:

1) Anna Dereszowska - komentarz - troszeczkę szkoda, że te pół-playbacki. Słychać było tylko obój, gitarę i panią Annę.
2) Magda Femme - takie bajkowe wykonanie, spodobało mi się też.
3) Agnieszka Włodarczyk- komentarz- bardzo, bardzo, bardzo ładne

 Wykonanie "Kanikuł" było po prostu żenujące. Kompletna porażka. I jeszcze jedno Eve Sah& Wet fingers - kobieta nie umie śpiewać z play-backu. Miała taką tubę i mikrofon, raz pomyliła sobie tą tubę z mikrofonem, wyszło dosyć żenująco...

Ogólnie strasznie podobał mi się poziom polskiej publiczności! Tak! Dokładnie. Bo nie wybrali jakiegoś gówna typu wspomniane już "Kanikuły" tylko piosenki na poziomie dla przypomnienia lista laureatów:
1) Anna Dereszowska - złoty samowar
2) Agnieszka Włodarczyk
3) Marii. - też ładnie, u mnie zajęła IV miejsce ;)

A jak wasze wrażenia? Oglądaliście festiwal? Jakich mieliście faworytów?

OMG

Boże, jak leje. W sumie to dobrze, bo było sucho, ale żeby maj się nie powtórzył... :/ Ja jak to zwykle bywa w taką pogodę mam stan trochu "poddepresyjny", słucham nostalgicznych piosenek i mam ochotę... a zresztą, nie powiem na co :P

wtorek, 20 lipca 2010

Anna Maria Jantar- Kukulska



"No więc tu się rozpiszę, bo pisać na ten temat warto." Tak zaczynam wpisy na temat moich idoli. Co prawda do tej pory napisałem jedną pieśń pochwalną, aczkolwiek postaram się pisać takie posty częściej, w najbliższej przyszłości mam zamiar napisać o Łucji Prus. Ale teraz rozkleję się na temat Anny.

Nic nie może wiecznie trwać.
Co zesłał los trzeba będzie stracić. Los w 1950 roku zesłał nam wspaniałą wokalistkę, która na scenie polskiej zagościła niedługo, bo dekadę, jednakże zostawiła w polskim popie swoiste znamię. Jakże przykro że tak szybko "trzeba było ją stracić". Niestety, nie dane mi było jej poznać. Znam ją jedynie z przekazu ustnego, płyt, fotografii, materiałów wideo.

Anna Jantar debiutowała z Wagantami końcem lat sześćdziesiątych, w roku 1970 śpiewała na festiwalu w Kołobrzegu i Opolu, w drugim jednak nie została dostrzeżona. Jej urok został dostrzeżony dopiero w 1973, a piosenka "Najtrudniejszy pierwszy krok" stała się hitem, który był - jak moja mama mówi- bardzo często emitowany w radiu, szczególnie w "Lecie z Radiem" PR I. Za rok wyśpiewała kolejny wielki przebój czyli "Tyle słońca w całym mieście" -  piosenkę roku 74 i 75. W roku 1974 Anna Jantar po raz pierwszy przestąpiła próg studia nagrań i nagrała swój pierwszy long-play. W tej chwili jest to mój ulubiony krążek artystki.

W roku 75 Anna wystąpiła na festiwalu w Opolu, Sopocie, zostaje ozwana Piosenkarką roku 75. Jej "pierwszy krok" w sprzedaje się znakomicie, jest na pierwszym miejscu wśród sprzedających się płyt (102 tys. egz.)

W 1976 artystka wydaje drugi krążek- "Za każdy uśmiech". 03 marca rodzi się córeczka- Natalia Kukulska (wkrótce o niej też napiszę ;)) W tym roku śpiewa w Sopocie, Kołobrzegu, Opolu. W tym roku otrzymuje pierwszą złotą płytę za "Tyle słońca w całym mieście" W tamtych czasach było to naprawdę "coś" gdyż do złotej płyty nie trzeba było marnych 5000 sprzedanych egzemplarzy... Piosenkarka koncertuje poza granicami kraju.

W 1977 Anna otrzymuje drugą złotą płytę za album "Za każdy uśmiech" Występuje w FPR Zielona Góra. Artystka nagrywa trzecią płytę "Zawsze gdzieś czeka ktoś".

W 78 artystka zaczyna wykonywać covery, z oryginalnym lub polskim tekstem, np. Jambalaya, czy Let me stay. Piosenkarka występuje w Zielonej Górze, na Festiwalu Piosenki Radzieckiej. Występuje również w Opolu z piosenką "Nie wierz mi, nie ufaj mi". Na przełomie 1978/79  zostaje wydana płyta "Zawsze gdzieś czeka ktoś".

Rok 79 przynosi artystce współpracę z zespołami "Budka Suflera" i "Perfect". To właśnie z Budką Suflera Anna nagrywa kolejny hit "Nic nie może wiecznie trwać" którego tekst odczytywany jest tak dosłownie po śmierci artystki. Anna występuje w Opolu gdzie śpiewa "Nic nie może wiecznie trwać"- piosenka nie jest emitowana w TV. Występuje w Kołobrzegu i śpiewa piosenkę "Nie żałujcie serca dziewczyny" - w nowym, odmiennym stylu.

1980- artystka występuje w klubach Polonijnych. 14 marca 1980 Anna Jantar ginie tragicznie w katastrofie samolotu. Do pasu startowego zabrakło tak niewiele... Pośmiertnie zostaje wydany czwarty long-play piosenkarki "Anna Jantar".

Piosenki Anny Jantar są nadal chętnie słuchane przez ludzi w różnym wieku. Niedawno został wydany CD z zarówno znanymi piosenkami jak i całkowitymi rarytasami. Chciałbym z tego miejsca serdecznie zachęcić- kupujcie tą płytę swoim bliskim, krewnym, znajomym, gdyż jest to muzyka przez duże M, prawdziwa, wartościowa, z prawdziwym tekstem. Polecam serdecznie płytę "Wielka dama".

sobota, 17 lipca 2010

OMG.

Jezu, jaki zaszczyt! Właśnie zostałem pomylony z Stanisławą Celińską, pod względem wokalistycznym. Moja matka mnie z nią pomyliła, a jest to dość prostolinijna kobieta... Ja tak wchodzę do kuchni, w tle leci http://www.youtube.com/watch?v=Qzl4pgWmXKE "Atramentowa Rumba" tzn. puściłem ją sobie w komputerze... Dialog przebiega mniej więcej tak
- Mamo, wiesz kto to śpiewa?
- Marcin Wnęk
- coo?! Jaki Marcin Wnęk
- no Ty.
- nieeeee... To śpiewa Stanisława Celińska
- Serio? Ty masz taki głos jak ona.
- Ja? No to w sumie ładny mam głos (śmiech)

No, zaszczyt ;)

piątek, 16 lipca 2010

wtorek, 13 lipca 2010

W klimacie PRL

Dziś sobie robiliśmy focie w klimacie PRL. Lata 70-te , te sprawy :D

tak to mniej więcej wygląda każdego dnia... :D Muszę się niestety pożegnać z starymi oknami, gdyż będą one zastąpione nowiutkimi :D Pachnącymi nowością

Z Eriką :D

Z Eriką II. W tle kościół w Dębnie pędzla Stanisława Berga.

Lubię urok starych zdjęć, mają to coś. Ba! Ośmielę się powiedzieć, że mają duszę :)


Nie wiem sam, z czego miałem taki koński polew, no ale cóż...

Tyle jak na razie ;D

niedziela, 11 lipca 2010

Viva Espania

No cóż. Moi faworyci wygrali. Co prawda ja pasjonatem piłki jestem od święta, jakiejś ważniejszej okazji, gdyż zmusza mnie do oglądania rodzina...

Gadam z Radziem i przyznam szczerze, że się za nimi wszystkimi stęskniłem, za prawie całą II D

No i oczywiście gadam z ukochaną Dominiką, z którą tam za domem, za lat parę... dziesięć... wnuki mieć będziemy :D

Upał potworrrny

czwartek, 8 lipca 2010

Ja chcę na Przystanek Woodstock!!!

Tam jest tak fajnie!!! Tak hippisowsko, istne peace&love! Strasznie mi się tam podoba. Ja muszę tam jechać ;)

środa, 7 lipca 2010

Ciągle za krótkie

Mowa tu oczywiście o włosach na głowie, które od pewnego czasu zapuszczam...


Gdybym wtedy (styczeń) nie obcinał prawie do 2cm to miałbym teraz już kucyka, a tu... straszliwa dupa. Ale co tam, do końca sierpnia zapuszczę gdzieś jeszcze z 3 cm 


Będzie git, mam nadzieję. Agata mnie ciągle motywuje do długich włosów, jednakże sam nie wiem, jak mi będzie. Podobno dłuższe wyszczuplają twarz, więc w moim przypadku to bardzo dobrze, no i chociaż zatykają moje odstające uszy xD Więc jakoś czekam, na ten okres, kiedy będę mógł sobie zrobić kucyka i nie będzie wyglądał idiotycznie :D A warkocz... mmm ;D Już się doczekać nie mogę xD

wtorek, 6 lipca 2010

Blogowe zmartwychwstanie

Jak to dzisiaj słusznie zauważyłem, chyba zmartwychwstałem pod względem bloggera :) Piszę notkę codziennie, więc jakaś poprawa jest

Są wakacje, jest lipiec, dziś było ciepło,ale potem zaczęło padać i zrobiło się brzydko.

Była Alina i znów łodbijaliśmy sobie piłeczkę, jak takie małe przeszczepy ze wsi przy tymże się jarając, potwornie :D

Nie mam weny do pisania coś xD

poniedziałek, 5 lipca 2010

Koncert

Wczoraj występowałem w koncercie charytatywnym, nawet było całkiem dobrze, podobało mi się to wszystko, trema była największa w czasie wyjścia, a tak to był luzik. Śpiewałem "Czas nas uczy pogody". Mam nagranie, ale niestety słychać to, co działo się po stronie kamerzystki :D A szkoda... No, ale cóż. Mam wspomnienia dobre ;)

Poniżej jest zdjęcie. Co prawda niezbyt dobre powiedziałbym nawet, że złe, ale jedyne :P

niedziela, 27 czerwca 2010

Hippisowanie i występ w kościele...

Poniższy post napisałem wczoraj wieczorem na brudno, na kolanie dziś go przepiszę:

Miałem zamiar posłuchać jazzowego zespołu E.S.T., ale stwierdziłem, że jak na sobotni wieczór to zbyt ambitna muzyka. No więc przełączyłem na TVN, TVN7, "Biloxi Blues"... No cóż, może być. Dzisiaj (wczoraj) znowu oglądałem program o treściach pacyfistycznych z lat sześćdziesiątych. Znowuż obudziła się we mnie dusza hippisa, dusza wolna. Tak jak to było ongiś, a może nawet nie tak dawno. Bo zaczęło się wszystko w 2008 roku dokładnie dwa lata temu. Wtedy zacząłem czytać o hippisach, słuchać The Doors, The Beatles, Janis Joplin, Led Zeppelin. Tak to się wszystko zaczęło kręcić. Zawsze mnie to chyba fascynowało. Na początku tegoż roku zacząłem również słuchać Kasi Kowalskiej, Anny Marii Jopek, całkiem niedawno (maj-czerwiec) Edyty Bartosiewicz. No i Kasia Nosowska, HEY. To jest coś.

Byłem dzisiaj również na występie chóru, śpiewaliśmy trzy pieśni (tylko!) bo oczywiście proboszcz perfidnie przerwał nam pieśń na wejście. Dyrygent podaje już dźwięki a on "W Imię ojca..." no, ale cóż. Nie zaśpiewaliśmy tylko "Powszedniej spowiedzi" (Wacław z Szamotuł), tak to wszystko było zgodnie z planem. Na koniec jeszcze "Boże coś Polskę" zaśpiewałem solo z Orkiestrą Dętą. Lubię z nią śpiewać, zawsze to "żywe" instrumenty.

Będę korzystać z pogody, jest już cudnie i pięknie, świetni słońce, istne czerwcowe szaleństwo, tylko pójść nad rzekę i do wody wskoczyć. Ale w Dunajcu nie można pływać przez półtorej roku z racji czasu popowodziowego. Szkoda... :)

sobota, 26 czerwca 2010

Zbawco.

Zafarbowałem włosy, nie mam ochoty na nic. Pogoda jak w październiku... :/

niedziela, 20 czerwca 2010

Dawno temu...

Dzisiaj znów miałem jakąś piekielną załamkę i z tego powodu postanowiłem, że posłucham sobie jakiejś zwariowanej muzy, takiej dla dzieci. Włączyłem pierwszą płytę Natalii Kukulskiej "Natalia" (1986) i od razu poprawił mi się humor, gdy słuchałem "Kup różowe okulary", czy "Poleć ze mną". Od razu słuchając tego "przypomniały mi się cudowne lata za gówniarza" (by Klaudia) i przypomniało mi się jak to śpiewałem wysoko, jak chciałem na Kwitnięciu śpiewać i "być jak Maryla Rodowicz". Dziś w ogóle dzień w którym wszystko wspominam. Słyszałem moją pierwszą piosenkę Maryli R., którą nauczyłem się na pamięć, w całości nie rozumiejąc słów, tj. "Szparka sekretarka", ech znów przed oczyma stanął mi ten widok :) Miło było, wtedy, za bachora ha ha ha.

piątek, 18 czerwca 2010

OMG

Schodzę sobie na dół, tam przed telewizorem siedzi ma rodzicielka i ogląda... uwaga uwaga... mecz! Zdziwienie na maxa, nigdy w życiu nie widziałem jej w tej roli. Pytam:
-Co Ci się stało?
Na co ona mi rzecze:
-No coo, nie było niczego innego w telewizji...

Tak. Rzeczywiście, letnia ramówka Telewizji Polskiej to po prostu jakiś sarkazm. Wszak nie wszyscy jadą na ukochane wakacje do Mediolanu czy innej Wenezueli, ja siedzę w domu i pytam: Co ja mam oglądać?! Oczywiście, mogę zająć się wycinką drzew, mogę zacząć pielić rabatki (czego nienawidzę) mogę gdzieś pójść, zaśpiewać, do kościoła, do biblioteki... Ale co mam zrobić, gdy chcę sobie w spokoju pooglądać telewizję? Oczywiście, mogę wejść na mój ulubiony i wszak jeden z porządniejszych kanałów- TVP Kultura, gdyż tam zawsze znajdzie się coś godne mojej uwagi, ale w pewnej chwili chciałbym się wyłączyć, chciałbym uciec od wszystkiego. Tak po prostu obejrzeć sobie kolejny odcinek "Papirusa" i wspomnieć czasy zamierzchłej przeszłości- mojego jakże szczęśliwego dzieciństwa. Tak po prostu zrobić sobie znowu łuk z gumki recepturki, tak zwykle sobie postrzelać gałęziami... To chyba nie wróci. To se ne vrati jak to mówią nasi sąsiedzi... Bohužel...

A teraz? Teraz mój żenujący sąsiad (w moim wieku) strzela do mojego okna, dokładniej do głośników weń się znajdujących, (które lubię sobie rano położyć i w słuchać się w moją ukochaną, jakże ambitną muzykę) pistoletem na kulki. Przecież to jest jakaś patologia, kompletna. Ale w wakacje na złość będę codziennie kładł te głośniki i będę słuchać non-stop, co dzień tej samej płyty. Tam- i z powrotem, tam- i z powrotem. Tylko jeszcze nie wiem której będę słuchał, ale zapewne Maanam "O!" bo ta ma "pałera".

Byłem dzisiaj na chórze i oczywiście zdarłem gardło na "Cantate Domino", jak tam wysoko, Boże. W tą i w drugą jechałem z ukochaną chadrą Irkusem, który szarżuje po ulicach naszej drogiej wsi "Łącko- prawie dziki zachód".

Muszę się przygotowywać do 4.lipca mam dwa występy, z chórem i jakiś drugi, jeszcze nie wiem nic, mam nadzieję, że ktoś mi to w najbliższym czasie rozjaśni :)

czwartek, 17 czerwca 2010

Sonce!

Boże, zaświeciło, jakże się cieszę, miałem już gnębiące przeczucie, że tak będzie do końca, chybabym się załamał.
A tak, 4 lipca będę miał występ, będę śpiewać, dzisiaj rozmawiałem z Bernadką. No, fajnie, będą nowe zdjęcia zapewneć, Irka, robisz? :D

Jezu, ten mój zachwyt pogodą trwa i trwa jest tak przecudnie, żeby tak było przez cały rok, żeby leżeć sobie pod drzewem i się opalać, przecież to jest cudne.

Dzisiaj mówię już do kolejnej osoby, tym razem chłopaka: "kotku" :D Z wzajemnością. Oj Tomuś, Tomuś xD

środa, 16 czerwca 2010

"Zejdźmy do schronu" i Żaba na WOSie

Od wczorajszego dnia ciągle latają jakieś helikoptery, na irytująco niskiej wysokości, no centralnie, gdzieś z dwadzieścia metrów... Nawet w czasie pisania tego postu leci. O, teraz. Aż szyby w oknach się ruszają Boże... Ciągle tylko mówimy: może zejdźmy do schronu, co?

Dzisiaj na WOSie wypuścili ropuchę w klasie, nie zapomnę tego wzroku babki, taki przerażony. Nie chce mi się opisywać całej tej historii xD

wtorek, 15 czerwca 2010

A gdzie jest q?

Ostatnio sprzątałem w klawiaturze, odkurzyłem ją i wyszorowałem klawisze (czy jak tam to zwą) - kiedyś w końcu trzeba. Znalazłem tam rzeczy, których gdzie jak gdzie ale w klawiaturze znajdować się nie powinny... Dziwne. Jednak, gdy wkładałem z powrotem klawisze "q" mi się zacinało i niestety je wyciągnąłem... A dziś była u mnie znajoma (Zielona Mucha) i ze zdziwieniem pyta gdzie jest owa litera! :D

Pogoda jest nadal zjebana, normalnie ja chcę te upały, już wolę upały, niż te siąpiące z nieba deszczyki przelotne i ulewne. No ale rozpaczać nie będę.

Już coraz mniej dni, strzelę sobie farbę tak, że wszystkim opadnie szczena.
Dziś widziałem się z moją kochaną psiapsiółą 4ever Irką ;D Gadała jak to ona zwykle, a później się okazało że zalazła za skórę pewnemu bardzo poważnemu mężczyźnie w naszej wsi. A może to on zalazł jej...? xD

sobota, 12 czerwca 2010

Ognisko

Dzisiaj paliliśmy ognisko, aby spalić wszystkie te rzeczy jeszcze po zimie, i po wiośnie. Było wielkie, naprawdę, strasznie duże, jak go zapaliłem dymy szły jakoby z fabryki zapałek, aż się pół wsi zleciało, to było wydarzenie rangi niemalże gminnej. Boże... Prawie wszystkim (może oprócz gówniarzy, którzy krzyczeli: "ło ja, palisja, pali!") w sposób kulturalny wyjaśniałem, że ogniska doglądam i nie ma żadnego sposobu rozprzestrzenienia się ognia dalej. Starsi jakoby nieufnie nie wierzyli w moje słowa, ale co tam :D

Poza tym oglądałem bardzo ciekawy i miły program i chciałbym się podzielić spostrzeżeniami i obiektywnymi ocenami wykonawców. "Walizki moje pełne snów" - program ten był emitowany dzisiaj na TVP Kultura. Świetny. Cudowne aranżacje, piękni wykonawcy, cała taka otoczka peace&love. Maryla Rodowicz cudna. Ta jazzowa aranżacja "Jak Harnaś umierał" dostępne tu. Kolejna piosenka która bardzo mi się spodobała, to kompozycja A.Zielińskiego i A.Osieckiej - "Pożegnanie z poetką". Bardzo ładna, nastrojowa piosenka - posłuchaj tu .Oczywiście wspaniała Łucja Prus, której piosenki są mi zawsze bardzo bliskie i dzięki którym zawsze bardzo się nastrajam, uspokajam...

Ciepło

Tak miło! :D I cudnie, ja nie mogę... Idę się opalać po prostu. Wcześniej tylko muszę zrobić zadanie z matematyki, skończyliśmy książkę już i teraz robimy wszystkie zadania z którymi sobie nie poradziliśmy zbyt dobrze. Potęgi i pierwiastki, algebra- świetne tematy na taką pogodę, nieprawdaż?

czwartek, 10 czerwca 2010

Dobrze, że chociaż przeszedłeś...

Tytuł nawiązuje do wypowiedzi mojej zacnej rodzicielki, która tak zreasumowała moją edukację. Oczywiście, to, że z angielskiego, techniki  mam pięć, najważniejsze zaiste jest to, że mam trzy z fizyki, chemii i geografii! Pewnie. Właśnie, ciekawe co będę mieć z biologi, bo przez tą pieprzoną S(ł)onię zawyżyła punktację i chyba dostałem +2. A gdybym dostał 3, to na koniec roku miałbym cztery. Chryste, ta szkoła jest powalona. A i jeszcze z historii babka dała mi 4. W dodatku bardzo słabe cztery. A miałem cztery bardzo dobre, za aktywność, pięć (brakło punktu do sześć) ze sprawdzinu i dwie tróje na niebiesko. Nje możje bit! pff

Dziś dostałem bardzo radosne pochwały (w sumie to pochwałę) na temat tegoż oto bloga. "Jest zajebisty" Osoba, której imienia nie powiem, bo by się zbytnio zbulwersowała, a to wpłynęłoby na jego układ nerwowy, czego przyczyną byłoby pogorszenie jego jakże cudnej urody, jednakże w wpisach bloga przejawiał się już wcześniej i też się bulwersował :D

Nie mam o czym pisać, jest tak gorąco, że nie mam natchnienia...
A, zjadłem właśnie takie pyszne nowe ziemniaki z nacią cebuli i z mlekiem. (słodkim, bo kwaśnego nie lubię :D)

środa, 9 czerwca 2010

To może to "Tylko mnie kochaj"?

Oglądaliśmy dziś taki fajny film na religii, tzn. zaczęliśmy tenże film oglądać, bo oczywiście ktoś musiał powiedzieć, że wcześniej go już oglądaliśmy. Zaiste, oglądaliśmy, ale tylko połowę, bo w drugiej połowie tego filmu znajdowały się sceny miłosne i nasz ówczesny cynicznie ukochany ksiądz Józef troszcząc się o nasze umysły i bojąc się zgorszenia puścił jedynie część pierwszą. Smutne. A dzisiaj gdy już nasz ksiądz wyłączył ów film, zaczął przeglądać inne.
W jednym strzelali do kobiety, przebili jej zacne ciało na wylot, zaczęli wyciągać serce (krzyknąłem: "macie ten swój symbol miłości!"), wątrobę (mi tam to nawet nie przeszkadzało, gdyż bardzo często oglądam takie krwiste horrory, ale innych ogarnął już spazm wymiotny. -STOP!

Ksiądz: No to co włączymy? "Tylko mnie kochaj!" - a co to jest?
wszyscy: O Boooooooże....
Ja: To już może lepiej włączmy "Galerianki"

Brecht.
Potem na języku jednym z moich ulubionych- anglosaskim, też było całkiem ciekawie, Owsik nie umiał czytać i Materaska się z niego przez pół lekcji śmiała ^^ Ale było git.
Oddałem trzydzieści zadań, żeby zaliczyć na trzy babce od fizdy, nawet się nie rzucała
Na chemię jutro zaliczam, to jest po prostu horror co ja mam z tych przedmiotów ścisłych...
Jutro jeszcze historia i mam nadzieję, że będzie pięć na koniec,
a pojutrze technika- też będzie pięć :)
Z polskiego tylko cztery, moja zacna wychowawczyni wyrzekła mi tymi słowy: "Marcin się po prostu za późno opamiętał" Może i ma rację, bo w drugim półroczu miałem właściwie same piątki, z tym, że w pierwszym miałem tróje i to mi tą całoroczną ocenę zaniżyło.

Boże, jak jest ciepło, ale cieszę się z tego bardzo, dzisiaj właśnie byłem z Aliną (Nasza nienawiść trwa jeden dzień, jak to ona sama stwierdziła) robić sweet focie. Macie tu jedną z koniem, a co ;D

do powiększenia- klik w fotkę:D
Macie prawie pokazaną moją "Czajkę"
Właśnie- jak Wam się podoba nowy szablon? ;)

wtorek, 8 czerwca 2010

Żenada straszna

http://www.youtube.com/watch#!v=TDoP9BukbUs&feature=related
Cześć tu Gracjan, jestem nad Wisłą, w Krakowie. Wielka woda już opada, dużo mniej wody jest teraz, tak więc, że yyy, yyy powódź ustępuje, pozdrawiam wszystkich z Krakowa, narazie cześć bay-bay.

Boże, co za żenada. Większej nie widziałem, serio, już Shazza jest lepsza. A najgorsze jest to, że ten upośledzony koleś śpiewający o swoich czerwonych stringach i kupie, którą sobie strzeli z rana ma swoje koncerty! I ludzie chcą go słuchać. Widać jaki część społeczeństwa polskiego ma gust. Media zamiast lansować nowe zespoły, które same do telewizji nie zastukają i nie wejdą - lansuje takiego patologicznego łosia. Boże...

Dobra, muszę się uspokoić, bo spać idę ;) Posłucham bardziej ambitnej muzyki
Czołgiem 

Na koniec jeszcze to:
http://www.youtube.com/watch?v=TiMIDUVCyl4&NR=1Ale zalewa, wszystko zalewa, normalnie tyle wody w Wiśle, że normalnie... Woda już jest prawie, prawie przy brzegu, także bardzo mocno pada i bardzo wszystko zalewa. 

JA PIERDOLEEE!!!  

Trzy z fizyki.

Jakoś się bardzo nie cieszę, bo wychowawczyni się "postarała" i to jest nie fair wobec osób, które poprawić nie mogły. Czuję się jak Asia... ;/ Ale smucić też się nie będę.

Lunatykuję. Chryste, to jest straszne. Najgorsze jest to, że chowam przez sen rzeczy. Tak ostatnio było z aparatem. Przeniosłem go w miejsce, gdzie dawniej go kładłem, jednak teraz leżały tam moje płyty i nie był widoczny. A oczywiście tego co się robi w tym stanie się nie pamięta. Nikt nie wiedział gdzie leżał aparat, dopiero wczoraj go znalazłem, całkowicie przypadkowo. Po prostu szukałem płyty Maryli i patrzę- a tu pasek ;)


a jak się nie wyśpię to wyglądam tak :D

Dzisiaj rano tak wyglądałem, normalnie myślałem, że się potnę jak się w lustrze przejrzałem xD

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Focie z Lednicy

Macie dwie (niekoniecznie słitaśne) focie z Lednicy. Pierwszą robiła Zuza, drugą Darek. Na obydwu śpiewam, z tym że na pierwszej moja mina-zmora, której nie lubię, bo jest dziwna i kojarzy mi się z Kupichą. Nazwałem tę minę właśnie "miną a'la Kupicha", lub "ja muszę tak wyglądać, gdyż śpiewam nostalgiczne piosenki" A druga z min jest nieco lepsza (chociaż mogłaby być jeszcze lepsza) ale śpiewałem :D


(kliknij na zdjęcie aby powiększyć)



(jak wyżej :D)

Bo się posmarkał

Tytuł jest przywiązany do dzisiejszej bójki, w której brał udział TT i pewna osoba której nawet z inicjałów nie przedstawię, gdyż po prostu nie warto ;) Podczas tej bójki, wspomniany wcześniej TT po prostu się posmarkał... No cóż, trudno. Tak to jest jak się udaje bosa, a nim się nie jest.

Dostałem 6 z języka anglosasów, za wywiad, który oczywiście (jakżeby inaczej) przeprowadziłem z Agatą Cow (tudzież Kał). Na koniec oczywiście pięć. I to będzie jedna z niewielu piątek na roku koniec...
Ale co tam, to jeszcze nie trzecia klasa ;P

Uczę się dat, ja muszę mieć piątkę z historii! A chemię - to tam walić, fizykę tym bardziej, ale z historii muszę- i chcę.
 Pzdr

niedziela, 6 czerwca 2010

Lednica 2010

Po Lednicy. Tęskniłem za moim łóżkiem po prostu :D
Ale było świetnie, klimat taki odpowiadał mi trochę Woodstockowi, taki peace&love. No i te klimaty, że to ziemia na której Mieszko przyjął chrzest, to mi też bardzo odpowiadało. Więc ściągnąłem buty. Na cześć tych pierwszych chrześcijan, którzy w glanach na pewno nie chodzili. Co prawda ja z glanami też się nie przeprosiłem bo gryzą mnie w palce u nóg, byłem w tych butach, w których przemierzam codziennie dystans półtorej kilometra z domu do szkoły, w których byłem w Stanach i dreptałem po "Brodłeju" i po tarasie widokowym Empire State Building; w których hopsasałem paręset metrów pod ziemią w Wieliczce; w których prawie po kostki zapadłem się w ruchome piaski nad Dunajcem! Te oto buty, ongiś buty chwały zostały odrzucone w bok!

Dużo było śpiewu, oj dużo i za to Lednicę polubiłem. Za tą muzykalność, za to kochanie sztuki bo wraz z śpiewem maszerował taniec, za to jakieś zżycie wszystkich osób i przede wszystkim za to- co już słusznie zauważyła Ania W., za to, że  nie ma tam dresów. 

Był tylko jeden minus, bo wracaliśmy się pieszo i od ryby do autobusu mieliśmy jakieś cztery kilometry. A zbliżała się trzecia w nocy buehehehe!!! :D Agata chyba jedna się nie bała, bo większość mówiła, że co tam a pod kurtką pewnie sobie cośtam masowali... Tylko ja z Zuzą otwarcie to przedstawialiśmy, że widzimy jak cienie się dłużą, że coś w krzakach szeleści, a na drzewie się kołysze...

Podobno chrapię.Darek mi o tym powiedział, a dziś np. w autobusie wydawałem jakieś dziwne dźwięki, ale miałem jakieś schizofreniczne sny, że to niby koparki w kościele w Łącku. No tak w najmniejszym skrócie, bo opowiadać się tego nie chce bo nie pamiętam. Pamiętam tylko, że była wtedy wiosna, wiadomo- maj, te sprawy, drzewa całe w pąkach... Za to w pewnym momencie gdy spałem, pewnie zatkało mi uszy z powodu zmiany ciśnienia i to było takie boskie, bo w jednej chwili one się odetkały i przed oczyma przeleciał mi skrót całej Lednicy. To była sekunda, naprawdę!

piątek, 4 czerwca 2010

New York, New York

Dla zachęty - dla tych którzy się wahają i którzy chcieliby tam pojechać i dla poczucia niedosytu- dla tych, którzy być tam nie będą mogli. A jest tam straaaasznie cudnie.
widok z dachu. ;)


cz.2 widoku z dachu


widok z dachu cz.3 To dopiero Coś

a wróbel nowojorski jakiś taki...miastowy


New Yooork ;)


:)


Nawet łabędzie (?) się znajdują.


A oto i mój apartament w Monticello. Z tym przecudnie miękkim łóżkiem.







A to ostatnie jest najlepsze: to widok z mojej toalety. Naprawdę! Siedzisz i oddajesz cokolwiek a przed Tobą taki widok. No... To mnie zawsze nastrajało. I gdy nie mogłem spać, a zdarzało się to często bo było tam potwornie duszno, szedłem do łazienki, nie zaświecałem światła i... patrzyłem na To ;)

czwartek, 3 czerwca 2010

Królewskie motywy

Dzisiaj znalazłem piękny materiał, który nadaje się do przykrywania łóż. Jest przepiękny! Ze złotymi i srebrnymi nićmi, wyszywanymi kwiatami, istne królewskie motywy. Oprócz mroku, takie tematy również lubię. Bardzo mi się to podoba i jest takie delikatne, takie wygodne, takie miękkie. Uwielbiam wygodę.
Pamiętam, że kiedy byłem w Stanach, u Taty, w mieszkaniu musiałem leżeć na takim piekielnie niewygodnym, twardym i w ogóle przypominającym te więzienne sienniki łóżku. Przez ten pierwszy tydzień nie wysypiałem się w ogóle byłem tak cholernie obolały. Do chwili, gdy pojechaliśmy "w góry" do Monticello. Tam to było łoże! Takie prawie że małżeńskie, cudne! Miękkie, leciutkie! Tam to było dopiero pięknie, tam to się dopiero wysypiałem. Było cudnie.
W ogóle, to chciałbym znów pojechać do Nowego Jorku. Jakoś tak tam było życzliwie, inaczej niż tu, lepiej. To jest piękne miasto. Takie... no. Nowoczesne i w ogóle.

środa, 2 czerwca 2010

Po spowiedzi.

Od razu napiszę to co mnie dziś najbardziej denerwuje.
Alinka, bidulka się na mnie obraziła. Jak zawsze Bóg wie o co. Ale ja już tych jej humorów mam dosyć. Skończyło się babci sranie. Nie będzie "Siedzisz ze mną na biologi", nie będzie już żadnych uśmieszków i tych jej ciętych ripost... :/ Mam tego dosyć i nie mam zamiaru jej znać!
Wypierdalaj mutancie.

Co do tych ciekawszych i milszych wieści, to ja, Tomek tudzież Bananxdxd i Jacek Ka, jesteśmy emo :D mamy różowe długopisy ;D Tniemy się od razu w tętnicę i słuchamy bardzo ponurej muzyki xD 

wtorek, 1 czerwca 2010

Pogoda się nam znów pogorszyła

Właśnie sobie przeglądałem archiwum tegoż oto bloga i zauważyłem pewien  wpis z 17 maja. Zacytuję:
"Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłość
K.I.Gałczyński - Prośba o wyspy szczęśliwe
Ze zbioru "Wiersze", Czytelnik 1956"
No ludzie! Wtedy już lało, a ja - idiota jeszcze prosiłem o "wody ogromne"... wrrrrr

Jutro mam kartkówkę z angielskiego z słówek. Jest spoko, z biologi się poprawiłem z 3 na 4, a z fizyki spadłem z 3 na 2... Fizyka to zmora- jak to kiedyś rzekł Jędrek. No ale mi tam na fizyce nie zależy. Bo to jest idiotyzm.
I ta babka jest tak idiotyczna, że głowa wysiada.

No proszę, jakie to sympatyczne :D

niedziela, 30 maja 2010

Włosy mi się kręcą!

Tak!!! Teraz umyłem i mam takie dwa loczki po dwóch stronach :D

sobota, 29 maja 2010

Hej! Gorzej być nie może.

Jakoś tak mam chęć na słuchanie płyty "Kochać" Maryli R. Winą tego są zapewne wspaniałe teksty Kasi Nosowskiej na tejże płycie.
Miałem taki przepiękny sen. Śniło mi się, że byłem na jakimś wielkim festiwalu zapewne Jazz Jambore. Bo tłum był jakiś taki... Inny. I to w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Poznałem jakąś dziewczynę, która też miała potężny głos i strasznie było miło. Śpiewałem piosenki podchodzące pod te z płyty "Szeptem" Anny Marii Jopek. Więc ambitny repertuar. Jakże bym chciał, żeby ten sen się spełnił...
Wczoraj byłem na Chórze i znów gadałem z Irką i w ogóle było tak fajnie, za niedługo będę miał już tak wysoki głos, jaki chcę mieć. Na razie się jeszcze motam w tych wysokich rejestrach, ale jest coraz lepiej, przed tym jak się do chóru zapisałem nie wyciągnąłbym nawet w tej najniższej z "tenorowych". Będzie cudnie.
Wczorajszy Sopot był świetny. Jakiś lepszy od tych które były lata wstecz. Jakiś taki bardziej ambitny.

Agnieszka Chylińska. Jej występ jest w czołówce tych, które mi się spodobały. Był po prostu świetny.
"Na koncertach jest bardziej rocking niż modern." I tak było. Przez chwilę było hard-rockowo jakoby rodem z O.N.A. I ta perkusja na końcu no... mmm :)

HEY. No to było dopiero coś. "Faza delta". Ta piosenka zawsze wywierała na mnie jakiś taki piorunujący wpływ, zawsze jestem wzruszony, gdy widzę jak wszyscy kochają Kasię i zespół.
płynę tratwą
na drugi rzeki brzeg
tam
ulegasz mi
wśród matowych
rozgrzanych traw
Morfeusz
nasz patron, czuły swat



___
Byłem jeszcze w Wieliczce z klasą i było przepięknie. Nawdychałem się tego wszystkiego co tam było i kupiłem sobie taki ładny krzyżyk z bursztynu...

środa, 26 maja 2010

WłOS

Dziś na WOSie nie miałem książek bo i po co babka podchodzi, trochę się pluje, pyta:
-Dlaczego nie masz książek?
-Bo Sylwia nie ma.
Podchodzi do Sylwi:
-Sylwia a Ty dlaczego nie masz?
-Bo w plecaku nie mam miejsca na WOS
Na to wszyscy brecht. Później ją zacząłem rysować a ona tak bezczelnie to pomięła i wyrzuciła. A marnowałem na to całą lekcję."Załamałem się" z tego powodu. Sylwia mówi:
-A, bo Marcin to miał trudne dzieciństwo, tata w Stanach, matka nauczycielka
Babka od Wosu na to:
-Sylwia, to nie jest śmie...
Nie dokończyła, ponieważ jej przerwałem:
-A Twój tata jeździ na traktorze... Do kościoła! Z mamą! W niedzielę!!
Znów się wszyscy brechtali... Żal mi jest trochę takich nauczycieli które pozwalają sobie robić takie bagno na lekcji...
A! byłem u Aliny i robiliśmy lekcję na chemię. Ciekaw jestem co nam babka da za to :D

poniedziałek, 24 maja 2010

Sylwia dzisiaj ciągle tylko mówiła mi "napisz o tym na blogu". Więc napiszę, ale spraw jest dużo więc notka pewnie będzie długa. Przed wyjazdem do Starego Sącza nie było nic ciekawego więc dokładnie opiszę to co się działo w drodze i w Sączu.

W drodze na przystanek i na nim. 
Idziemy. Sylwia, Paulina i ja. Dwóm ostatnim strasznie pchało na pęcherz. Jesteśmy już na przystanku, Sylwia patrzy na rozkład, autobus mamy za 7 minut. Mówi, że nie zdążymy dojść do gminy (jest gdzieś 100 metrów), my ją staramy przekonać. Biegniemy i czujemy ten wspaniały wiatr we włosach. Dobiegamy do gminy - zamknięte. Lejemy się jak sto diabłów, Sylwia pyta:
-już?
Ha ha ha.
Mamy 4 minuty. Paulina mówi, żebyśmy szli do "Pod Jabłonią" (przejść przez ulicę) Sylwia oczywiście twierdzi, że nie zdążymy. Ale biegniemy na łeb, na szyję. Dobiegliśmy, poszliśmy tam gdzie powinniśmy ze względu na płeć i oddaliśmy to co mieliśmy oddać. OK. Paulina wylatuje (dosłownie) ja za nią. Krzyczy: "Jedzie! Jedzie!"
Przebiegamy przed busikiem przez ulicę i dostajemy swój przydział na bilet. Oczywiście Sylwia stawia.

W autobusie.
Na samym początku "wycieczuśŚśi" bo była to wycieczka istnie EmOwSkA, widzimy Agatę Kał [Ob]. Machamy, nie widzi, macham w końcu w tylnej szybie. Zaczynamy się malować. Z racji tego, że jest to EmO-wYcIeCzKaŚśŚ - maluję rzęsy hahaha :D Sylwia z Pauliną robią się na galerianki, nie ma jak pompa. W Jazowsku dosiada się do nas Ania z kumpelą i na początku trochę sztywno ale później się rozkręca i coraz żwawiej. Jedzie do Sącza, żeby poznać chłopaka, którego zna z zdjęcia... Well...

W Starym Sączu na rynku.
Czekamy i Anka szuka go wzrokiem... Znalazła! Jakiś dresik w potwornej baseballówce na głowie. My idziemy do "Marysieńki" i chcemy coś zamówić, ale nikogo nie ma. Tzn. przy kasie... Anka pisze do Sylwii, że jest źle, żebyśmy przyszli. Wracamy na rynek. Idziemy znów do "Marysieńki" na balkon, Sylwia chce zobaczyć gdzie jest park, bo tam kazała iść Anka. Po drodze wstępujemy do cukierniczego kupić bułkę jaką. Sylwia, gdy widzi, że nikogo nie ma, sama sobie zabiera bułkę od tyłu jakoś babka przychodzi z mową na ustach
-Tu nie samoobsługa!!! Idziemy do tego parku, Anka do Sylwi pisze: "Ale  cipek" o tym chłopaku hahaa.  W końcu się rozstają... tzn. on idzie w jedną stronę a  my w inną. I właśnie w tej innej stronie...
Dialog męża z żoną zapewne mąż trzyma dziecko na ręku tudzież w wózku
Żona: Nie no, on się syreny nie boi!
Mąż: Nie boi...
Żona: No mówię, on się syreny nie boi bo wyła, tylko się przestraszył jak wyleciał ten pierdolony pies!!
My brecht.

Później to jeszcze kupiliśmy zapiekankę która śmierdziała niewypranymi skarpetkami, no a potem już poszliśmy na autobus. Jechaliśmy w pełnej ciszy... nie no, żart xD Pieprzyliśmy jak 1oo diabłów! xD

niedziela, 23 maja 2010

My daddy is rockman

No może nie do końca, ale jednak potrafi śpiewać czasem nawet ostro ha ha

sobota, 22 maja 2010

Druga fala?

Ma podobno przyjść, mam nadzieję tylko, że to jakiś idiotyczny żart, plotka bo jak będzie jeszcze padało tak jak ostatnio, to ja nie wiem co z sobą zrobię. Teraz jest dobrze, na zewnątrz tak ciepło i miło i tarzam się w trawie. Naprawdę, ludzie jest tak cudownie, że aż włosy stają dęba... na głowie oczywiście.

Tomek eŁ rzekł mi wczoraj, że popularność mojego bloga będzie tak wielka niczym BlOg EmO-MaRtYnKi
na szczęście powiedział tylko, że to pod względem popularności. Mam nadzieję, że zawartość mam lepszą. ha ha.

Już mam pomysł na moją pracę na konkurs "Szczęśliwe dzieciństwo na wsi" hahaa! Mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na to samo. Ale o tym pewnie napiszę dopiero we wrześniu.

AguŚśŚ Kit-Kat jest żałosna. Nawet już jej cześć nie mówię. ha ha ha. 

Czytam "Panny z Wilka" Iwaszkiewicza.

Jakaś przepiękna para skowronków uwiła gniazdo na krokwi dachu przy moim oknie i ciągle budzą mnie Tupotem skrzydeł w szybę. Romantycznie się robi. Co prawda to nie jaskółki, ale może skowronki również wróżą szczęście?

piątek, 21 maja 2010

Piątek o Boże!

Znowu, Chryste, jak to szybko leci.
Dziś wreszcie wyszło słońce i już nie jestem emo.
Normalnie nie wiecie jak się strasznie jaram, taka radość zobaczyć słońce po tylu dniach deszczu. To tak jakby Noe zobaczył stały ląd po Wielkiej Powodzi. Jest CUDNIE! Dzisiaj jak szedłem do szkoły nuciłem sobie "Uparcie i skrycie, och Życie kocham Cię, kocham Cię, kocham Cię nad życie!"  I pierwszy raz od paru dni znów poczułem, że to życie kocham! Już nawet nie przeszkadza mi ta żółć w pokoju ha ha ha.

W szkole dzisiaj nie było w sumie nic atrakcyjnego właściwie to tylko tyle, że odpowiadałem na języku ojczystym (polskim) i dostałem +4 ha! O szkole mi się nie chce gadać.

Za to po szkole poszedłem nad Dunajec i tam były takie naprawdę  bajkowe widoki, jeszcze szczególnie po deszczu, jakoś tak miałem ochotę na śpiewanie "W moim magicznym domu" bo jakoś ten klimat mi tak odpowiadał i nastrój. Słońce świeciło. I było tak pięknie.

Później poszedłem do kościoła i poznałem Irkę. W ogóle nie wiem jak ma na nazwisko ale śpiewa w alcie i ścina się krótko, na jeża. Irka nawet spoko jest, laliśmy się przez całą mszę, a później przez część chóru. Śpiewaliśmy na chórze znów te wysokie pieśni, po których mnie gardło boli. Mam nadzieję, że kiedyś minie ten stan i że w końcu będę bezboleśnie śpiewał tę najwyższą oktawę.

Poza tym to nic się nie zmieniło, z tym tylko, że teraz już mam dobry nastrój! :)


 

czwartek, 20 maja 2010

Dwa rzuty na tydzień i zdjęcia depresyjnego pokoju

Rzuciłem dzisiaj drugi kosz w tym tygodniu buahaha.

Mój potworny pokój... cały żółty... i taki depresyjny :D Ale za niedługo będzie brązowy.
Nie mam coś weny do pisania... Ciekawe dlaczego

środa, 19 maja 2010

Jestem wytrzymały!

!Tak! Dziś to wyszło, ponieważ biegaliśmy pół godziny w kółeczku, truchtem. No i przebiegłem to pół godziny non stop... Haha

Jak na osobę niewierzącą, bardzo ładnie się modlisz...

Tomek TT stwierdził, że wierzy tylko w siebie i że w Boga nie wierzy... No cóż... Ale powiedział również, że musi do pełnoletności chodzić do kościoła, "bo mu karzą". No to jak mu karzą, to mu kazać będą. hahaha.

Byłem u Koni.Sylwia też była. Ładne to zwierzęta.
Jacy oni wszyscy pojebani... 

wtorek, 18 maja 2010

yy

Powódź jest. Ludzie święci. Ludzi świętych chyba jednak nie ma, tzn. ja takich nigdy nie spotkałem, aczkolwiek możliwe, że tacy istnieją. Ludzie święci... Dziwny temat.
Żółty przygnębia mnie potwornie, czemu wybrałem ten piekielny "miodowy" kiedy kazali mi wybrać kolor?
Dzisiaj odezwała się we mnie dusza artystyczna i kulturalna i poszedłem na występ Chóru z Kanady. Bardzo ładnie to współgra, ale jest dużo osób, to co się dziwić. Jakby w naszym chórze występowało więcej osób niż to 20 to też by grało. Powinno być 40, wtedy by było ładnie. Ale dziś namówiłem Monikę J. to będzie alt.

Ej, Boże gdzieś Ty?

Ta szkoła mnie tak wkurwia,  ludzie  tamże są tak pojebani, że głowa boli. I przepraszam za słownictwo, but I hate this school. I hate this teachers, I hate this Principal. Jak najszybciej wydostać się z tego bunkra.
A może będzie jeszcze gorzej, tam - dalej? Staram się o tym nie myśleć, rozchmurzę te piekielne myśli, może będzie lepiej. Może. 

Życie, to tunel kończący się DUPĄ!

Tak jak to w piosence Hey'a. Wszystko kończy się dupą. Po co starać się jak i tak pożrą nas robale lub "źli ludzie" posypią nami pola. Jakieś takie depresyjne stwierdzenia, ale przecież tak będzie.

Niektórzy są żałośni.
I to bardzo.
Przestało padać. Żeby tak było dłużej tylko. 

poniedziałek, 17 maja 2010

Prośba o Wyspy Szczęśliwe

Drodzy Czytelnicy tego zacnego miejsca.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłość
K.I.Gałczyński - Prośba o wyspy szczęśliwe
Ze zbioru "Wiersze", Czytelnik 1956 


Ludzie drodzy, kochani. Co niektórzy są może przez mnie mniej kochani, ale jednak parę osób się znajdzie, których darzę... miłością? Ktoś, kto był mi kiedyś bardzo bliski sformułował jedno, bardzo krótkie zdanie: "Cóż bowiem zwiemy miłością?" Powiem szczerze, że właściwie to sam nie wiem.  Ciągle to czuję, że sam jeszcze tej miłości jako miłości prawdziwej nie skosztowałem, o zgrozo- boję się, że jej już nigdy przenigdy nie skosztuję.  Staram się być dobrej myśli i staram sobie to wmówić, że jednak ktoś pokocha mnie z tymi moimi wadami, z (zapewne trzeba nazywać rzeczy po imieniu) rozstrojem nerwowym. Boże.  

Ten deszcz i te powodzie którymi straszą wybił mnie chyba z rytmu. Z jakichś takich obrządków, które sięgają jeszcze czasów starosłowiańskich. Bo ja jednak lubię pobiegać sobie wokoło jakiejś brzozy, lub też czegoś innego, jednak do tego musi być dobra pogoda. A tej nie ma. Boże. Załamałem się chyba. Jest 7 stopni  powyżej zera. Luudzie! 

Nie podoba mi się mój własny pokój... 

<66 

niedziela, 16 maja 2010

U mnie zawsze świeci słońce

Deszcz mnie już -za przeproszeniem - wkurwia maksymalnie. Chciałoby się wyjść, poopalać, lub chociaż poskakać w przypływie radości, pobawić się z psem, albo potarzać się w trawie. Luuudzie!
Ja nie wiem, czy nie będzie powodzi, bo ten potok obok mojego domu jest już taki duży, jak w pamiętnym 97, lub później. Dziś szedłem z kościoła, wszedłem do samochodu mojego brata, on mówi:
-O (...) ale leje. Widzisz to?
-Nieee... W ogóle tego nie czuję. U mnie zawsze świeci słońce.
Sam nie wiem czy powiedziałem prawdę. Na mnie brak słońca zawsze działał i będzie działał przygnębiająco.

JA CHCĘ SŁOŃCE!!!

Nie ścinam włosów. To już jest postanowione. Zapuszczę, zobaczę jak wyglądam jak mi się nie spodoba to zetnę, ale raczej mi się spodoba

A poniżej wiersz, który napisałem parę miesięcy temu, jest taki przygnębiający, jakoby specjalnie dla tej pogody był napisany:
 


Powiedz, proszę czemu świat jest szary?
Daczego zbierasz buty nie do pary?
 
Powiedz, czemu wiosną kwitną bzy?
A Ty, Ty, Ty, ciągle uświadamiasz mi:

 

Szaro nawet z bzem
Brzydko nawet tu
Idę przez świat z psem,
bezmyślnie stawiam kroki raz tam- a raz tu

Powiedz dlaczego staram się aż tak?
 
Idzie to we mnie jak w ścianę groch
 Przecież i tak będę żył na wspak
 Przecież i tak skończę jako proch...




sobota, 15 maja 2010

Wyjątkowo zimny maj

Zimny kraj, Zimny maj. Z tegoż powodu bardzo często oddaję się w ramiona Morfeusza i śpiąc śnie o rzeczach dosyć niemożliwych. Dziś śniło mi się przykładowo, że byłem w roku 1969 i rozmawiałem z moją własną matką. Dziwne...?

Bardzo się cieszę, że popularność mojego bloga stopniowo, bo stopniowo, ale rośnie. Może być tylko lepiej.
Jest u mnie taki mały brzdąk który budzi mnie o wpół do ósmej i tak będzie przez cały tydzień, o Zgrozo.

czwartek, 13 maja 2010

Wieczór literacki

Zapewne pierwszy i ostatni, bo jak to Alina zapowiedziała: "ale juz mnie do siebie nie zapraszaj bo na pewno nie przyjde". Przyjdę Alinko, Przyjdę powinno być. Czytaliśmy opowieści, jakieś horrory, hopsasaliśmy na strychu, robiliśmy tamże bajzel, a co. Wcześniej jeszcze Alinka nogą zwaliła mi komputer na podłogę, peeewnie. No ale co tam, niech nie przychodzi jak taka obrażona. Tyle, że mówi mi to już któryś raz z kolei.

Piotrek z sarkazmem wyraża się na temat mojej "miastowości" powodem jest to, że ja nie noszę podkoszulków w spodniach, a on nosi. O Boże Ty mój.

środa, 12 maja 2010

Ałła!

Po co ja siedziałem na tej cholernej mokrej trawie! Mam teraz na tym, na czym siedzę tzw. wilka. Cholera, boli jak jasny ciul a dziś do mojej zacnej rodzicielki mówię:
- Mamo, a ja myślałem, że to się tylko tak mówi "bo dostaniesz wilka"...
zarechotała jak postrzelona. Nie śmiej się dziadku z cudzego upadku...

Dziś znów się dowiedziałem, że wspomniany w ostatnim poście Jacek Wu tu zagląda. Powiedział mi w szkole abym zmienił jego miano (w ostatnim poście), które użyłem tamże z "Jacka Wu" na "Pewną osobę". Buhaha. A, jeszcze mi dał wykład na temat stylu jakim powinienem tu pisać bo to jest wręcz karygodne. Powiem szczerze, że tych jego bredni w ogóle nie słuchałem.

Dodałem nową piosenkę w zasób mojego repertuaru "Ale jestem" AMJ. Jest to taka fajna, ciekawa, radosna piosnka i za rok zaśpiewam ją na Konkursie Młodych Wokalistów i w porywach na Wiośnie Artystycznej w Nowym Sączu. Może jeszcze na jakiejś imprezie przepastne wrota show-buisnessu przede mną się otworzą. A jak się otworzą to je przymknę, żeby tworzyć bardziej ambitną muzykę. Bo w duszy grają mi tylko jazz i rock. Zapewne połączę te style. Ha!

Obciąłem sobie grzywkę. Teraz mam "eMoWsKą". Jednak zdjęcia nie dodam zbyt prędko (dzisiaj na pewno nie), bo nie chce mi się iść po aparat. Hahhaa

wtorek, 11 maja 2010

Któż do mnie napisał... Jakaż to osoba ważna. Dla mnie. Magda Umer. Zacytuję fragment maila do mnie, po tym jak wysłałem jej "Czas nas uczy pogody" :
"Bardzo ladnie pan zaspiewał.Ciepło. (...) Życze
panu,żeby czas uczyl pana pogody , bo to nie zawsze takie latwe
zadanie."
Boże, jakże ja się z tego króciutkiego maila cieszę! Działa na mnie bardzo motywująco. Trochę tylko głupio mi że na per pan. Kulturalna kobieta, bardzo.
Dzisiaj Jacek Wu. Bardzo się pluł, że prowadzę tego bloga. Normalnie był tak poruszony, że masakra, jak to tak można, jak ja tak potrafię, on by się wstydził, on by nie śmiał! Ale ja śmię. I śmiać będę.

poniedziałek, 10 maja 2010

AMJ

Słucham wywiadów AMJ po angielsku, stwierdziłem, że muszę ten język znać i potrafić mówić weń. A nawet mi się podoba. Taki ładny, zachodni. Nie mówię, bo rosyjski mi się również podoba, ale ten już inny, taki wschodni i słowiański. A ja zdecydowanie lubię wszystko co słowiańskie. Wszakże to moje korzenie...Tak w ogóle ostatnio mam ciągoty do tych staropolskich i starosłowiańskich zwyczajów...
 Tak tu pięknie. Tzn. za moim domem. Czasem sobie tam siedzę i wtedy tak bajkowo jest. Dominika, pamiętaj, że za mnie wychodzisz jak już będziemy "duźi". I przenosimy się do mnie i siedzimy non stop za domem. xD
Jeszcze piękniej jest gdy w moich słuchawkach słyszę ukochaną Annę Marię, Kasię Nosowską, Kasię Kowalską lub też Agnieszkę Chylińską. Słuchając tego kwartetu, marzę. Trudno stwierdzić o czym, bo się całkowicie wyłączam, nawet ja sam nie wiem co jest przedmiotem moich marzeń. A one są, istnieją i mają się dobrze. Serio.

niedziela, 9 maja 2010

FEEEEL!

Poszedłem na koncert tej grupy i teraz żałuję, bo było do dupy. No może poza tym, że spotkałem się z paroma osobami, z którymi lubię się spotykać - Pozdro dla was wszystkich.
No cóż. Piotr Kupicha- bo na jego koncercie byłem - został powitany gromkimi gwizdami, zaczął jakąś tam balladę skuczeć a my na cały głos brecht. Buhaha. Później zmagałem się z nim moimi umiejętnościami wokalno- Marylowskimi (kto mnie słyszał chociaż raz, wie o co chodzi). Darłem się jakbym miał rodzić. Tylko ciekaw jestem co.
Co jest najgorsze: koleżanka [Dorcia] powiedziała (gdy Kup*cha zaczął się krzywić):
-No! Jakbym Lola (moje przezwisko- przyp.tłum) widziała!
Stwierdziłem, że jeśli kiedykolwiek będę występował, to z workiem na głowie.
Ciekawe o czym wtedy myślał... xD
fot. T.Twardowski

sobota, 8 maja 2010

Znalazłem bardzo ładną głosowo kobietę, nazywa się Ирина Сурина (Irena Surina). Jej konto na YouTube to: http://www.youtube.com/user/IrinaS66 . Strasznie zaciekawiła mnie piosenka Maryli "Remedium" - po rosyjsku "Сядь в любой поезд". Strasznie ładnie ją wykonali, w ciekawej interpretacji. W ogóle od niedawna bardzo zainteresowałem się rosyjskimi wykonawcami. Zachwycam się np. Wołodią Wysockim. To jest dopiero zajebisty gitarzysta i pieśniarz. Ech.

piątek, 7 maja 2010

Pogoda

jest do dupy. Leje i leje. I mnie szlag trafia. Dzisiaj rano szedłem z Tomchackiem do szkoły, strasznie jest do kiszki stolcowej, że mają go przepisać bo on jest naprawdę spoko i jedyny w tej klasie normalny. W miarę... Dzisiaj o dziewiętnastej mam zamiar iść na młodzieżowy Pierwszy Piątek, ale jeszcze nie wiem i raczej chyba nie pójdę bo boli mnie głowa i mam chrypkę jak jasny ciul. Poza tym znów jadłem to świństwo "U Kazka" (pizza) i znów boli mnie brzuch. Nigdy więcej. Nawet, gdyby błagali. Chyba coś mnie bierze. Mam nadzieję, że dotrwam do końca roku jako tako.

czwartek, 6 maja 2010

Sweet focie na U-Jocie

Dziś byliśmy (mieszanka klas II-gich) na Uniwersytecie Jagiellońskim z racji wykładów dla takich wszystkich pokemonów jak my. W autobusie w jedną jak i w drugą stronę działo się naprawdę wieeeeele. Nagraliśmy film. Horror xD. Zdjęcia są na facebooku z tychże wyczynów. Więcej nie piszę bo mi się nie chce aczkolwiek wycieczka była bardzo dobra :D

środa, 5 maja 2010

Czerwona kurteczka.

Oczywiście, że Agi. haha. Dziś z nią gadałem przelotnie. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak (w grupie 3 dziewcząt w tym AguśŚś obok jej domu)
-hahaha, ona ma cinquecento!
-to jest seicento, ale Ty o tym widocznie nie wiesz...
Widocznie nie wiedziałem. Ale podobne są tylko drugie ma większą dupę.
Dostałem 4 z języka ojczystego, jako jedyny z klasy, były same dopy i tróje haha. Jak ja kocham ten stan
Dziś leje i jest przepaskudnie na zewnątrz, nienawidzę czegoś takiego. Błagam Cię, Boże! Niechże jutro będzie ładna pogoda, wszakże jedziemy na wycieczkę do Krakowa! :)
Aaa i jeszcze biorę udział w konkursie "Szczęśliwe dzieciństwo na wsi" czy coś w ten deseń buhaha xD

wtorek, 4 maja 2010

Buhaha sprawdzian z fizyki

Dostałem dwa z fizyki brakło mi punktu do trzy... buhahaha. Stwierdzam, że powinienem się nie uczyć, ponieważ wtedy dostaję stosunkowo dobre oceny, a całą niedzielę, kiedy to uczyłem się tej pieprzonej fizdy trafił szlag. Po prostu tego nie-na-wi-dzę! Jest to podobno najłatwiejszy temat (drgania i fale) a ja z tego dostaję faje. Dajcież spokój. Andrzej Dużyński miał rację, mówiąc mi, ażebym nie dał się fizyce...
Za to dzisiaj śpiewałem z chórem na akademii szkolnej z okazji uchwalenia konstytucji III Maja, wyszło nawet dobrze i gadałem bardzo długo i "namiętnie" z Pawłem vel Żbikiem.
A potem byłem na majówce i rozgadałem się z Agatą De. a potem w drodze z majówki rozgadałem się z Błażejem Te... Chryste, jaki ze mnie małomówny człowiek jest xD
Aa... Wcześniej śpiewałem "Pokonam siebie" z Sylwią eR, jako że ona udawała Halinę Fr, a ja starałem się być jej kochankiem (powinno być z dużej litery, ale tak wygląda bardziej cynicznie...)
Brak jakichkolwiek zachęt (no, może oprócz tej +3 z biologii) uniemożliwia mi "zabranie się do nałuki" xD
Kamilo, list wyślę jutro obiecuję.

poniedziałek, 3 maja 2010

Aktywność

Stwierdziłem, że jednak idioty udawać nie potrzeba więc napiszę coś na temat I zasady internetu, o której mówiła Sylwia R., tym samym zapiszę się na stałe na liście "tych, którzy muszą być zlikwidowani" u fanów i u samej osoby, o której mówić będę.
Miałem przyjemność, a może nieprzyjemność - podczas niektórych występów- oglądać Szoł Polsatu "Tylko nas dwoje". Są tam naprawdę bardzo ciekawe aranże i w miarę inteligentne jury (Irena Santor, Tomasz Karolak i Doda), jednak co do poziomu artystycznego wykonawców mam pewne zastrzeżenia. Najpierw ostrym fałszem pojechał po bandzie Kochanek w duecie z jedną z moich - do tamtej chwili- ulubionych wokalistek Haliną Fr*^^kowiak, a teraz w rankingu najbardziej lubianych w tym programie przez publiczność "sław" znajduje się Mariusz PudzianoV$ski. Ten stan w dodatku utrzymuje się od paru odcinków. Ja się pytam: Czy ludzie muszą oglądać taką żenadę, taki kicz i wiochę jaką prezentuje wyżej wymieniony aby się, no nie wiem, lepiej poczuć? Naprawdę, aranże w tym programie są świetne i nie chcę wyróżniać duetów, chociaż oczywiście mam swojego faworyta, ale On?! Co to K*rwa jest?!

czwartek, 29 kwietnia 2010

Zmieniłem szablon na zielony, może nawet dlatego, że to kolor nadziei a mi jej teraz bardzo potrzeba. Napisałem dzisiaj piosenkę. Jest to od "Kamiennych Schodków" pierwsza 'wesoła' piosenka. Nazwałem ją jako "Jedna z weselszych piosenek". Wczoraj kupiłem rower, "Czajkę", wymalowałem go na czarno-biały jutro jadę do szkoły nim xD

niedziela, 25 kwietnia 2010

Wrr

Czemu tego do cholery nikt nie komentuje ?!
Szlag.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Koncert 19.04.

Wczorajszy koncert wywarł na mnie piorunujące wrażenie, strasznie podobał mi się cały styl: było tak cudnie, tak jazzowo. Już na samym początku występ Anny Marii Jopek przyczynił się do wzruszenia, które później podczas występu mojej ukochanej Maryli Rodowicz dał za wygraną. Przy "Koniach" poryczałem się jak bóbr. A i słychać było, że wokalistkę coś za gardło trzymało. Bardzo jednak nie spodobał mi się występ Justyny Steczkowskiej, ja wiem, że to jest wzruszenie, ale jednak jakoś mi to wszystko nie przypadło do gustu...

sobota, 17 kwietnia 2010

Do dupy wszystko

wtorek, 13 kwietnia 2010

Żałoba

narodowa... Jest już od kilku dni, wszyscy są razem, cudnie, ładnie... Ciekawe jak długo tak będzie...

piątek, 2 kwietnia 2010

Wielkanoc.

Kolejna. I wesołych Świąt. I żeby czekoladowe króliczki i kurczaki nie wyparły tego co tu najważniejsze- zmartwychwstałego Jezusa. Bo to jest powinno być pierwsze, ludzie.

Dziś mnie strasznie zirytowało w wielu galeriach na "n-k" zdjęcie JP2 z napisem "PAMIĘTAMY! [*]" taaa... raz w roku. Żałosne...

niedziela, 21 marca 2010

Niedziela.

Nudna i smętna jak zawsze. Jeszcze deszcz na zewnątrz... Uuuuu. Byłem w kościele na drugiej mszy rano, potem stwierdziłem, że się będę uczyć. Bo to jest już żałosne. W dodatku moja mama się przyzwyczaiła, żeby mnie codziennie pytać ja jej ciągle mówię, żeby tego nie robiła, bo nie będzie jej zawsze. Chcę być samodzielnym. W miarę.

Wczoraj do mojej "kolekcji przyjaciół" dołączył nowy pionek, tj. Tomek. I znów zauważam ten idiotyczny fakt, że z nim się całkiem inaczej pisze, a całkiem inaczej rozmawia tzw. live. Tak już było w paru przypadkach.
Moja mama była wezwana do szkoły, nagadali jej dużo i teraz sajgon. No ale trudno, jakoś będzie. Jutro mam nadzieję, że przyjdzie gramofon bo już mnie strasznie chcica łapie, bo sobie nawet tak ładnie wystawiałem płyty na szafce i się aż same proszą, żeby którąś włączyć. A jak można włączyć, jak nie ma na czym. Na szczęście niebawem już będzie i się strasznie jaram.

Wczoraj spaliłem Marzannę, pokazując tym samym, że się wypinam na zimę i jej nienawidzę!!! :D
Zmieniłem wystrój pokoju, wyrzuciłem wszystkie kwiatki-szmatki i w związku z tym pragnę ogłosić wszem i wobec, że zaczynam nowy etap w życiu. Z całkiem nowymi wartościami. I zaczynam się uczyć. Mam nadzieję.

piątek, 19 marca 2010

To "jutro" o którym wspominałem w poprzednim poście było już w środę, prawdą jest to co przypuszczałem i chyba po takim "bajerze" już nie potrafię się z tą osobą, która mi to zrobiła przyjaźnić. Chciałem z nim pogadać dzisiaj, zaproponowałem mu to wczoraj, stwierdził, że nie ma czasu na pogaduszki. Więc jeśli nie ma, to może mi naskoczyć. Myślałem, że potrafi być innym, ale się myliłem. Trudno. Jakoś to przeboleję, chociaż już powiem szczerze spłynęło to po mnie.

Dziś będąc na drodze krzyżowej narysowałem Kasi obrazek i opatrzyłem go moim własnym, wymyślonym cytatem:
Nawet, jeśli płynąłbym łódką prosto w wodospad,
wiedząc, że Ty jesteś ze mną,
Nie straciłbym nadziei.
Strasznie ją ten cytat ucieszył. Później, na Ruchu też było strasznie ciekawie, zrozumiałem parę wartości, o których nie wiedziałem. Chyba polubiłem księdza Tomasza... Po Ruchu, szliśmy całą szóstką przez rynek i Darek zaczął coś mówić o tym, że na Kwitnięciu będzie "Fil". buahaha. Mówię, że taki kicz przeterminowany only for Łącko. :D Dopadły nas jakieś nachlane "dziołchy" z Kiczni, zajeżdżające gwarą na kilometr i zaczynają rapować "Sylwia Majewska ku*wa szmata" takie tam teksty, chciałem je nagrać ale się nie udało. Potem staliśmy z Darkiem i Zuzą przed jej domem i opowiadaliśmy jakieś fanaberie (te dziewczyny z Kiczni robiły sobie "sweet focie na n-k" przy nas), widzieliśmy spadające gwiazdy, Darek chciał mnie dmuchnąć w szyję, ale w końcu do tego nie doszło.
 
A teraz jest prawie dwudziesta trzecia i spać mi się chce
Więc idę
Dbrn 

wtorek, 16 marca 2010

a może to jednak nieprawda? Nieśmieszny żart, albo pomyłka?
Boję się jutra...

poniedziałek, 15 marca 2010

Dno

osiągnąłem totalne dno. Już od paru dni tam jestem. Tzn. na dnie... W ogóle nie czytam, nie piszę, a co najgorsze nie fotografuję... Będąc na emocjonalnym dnie jedynie słucham muzyki. Tego chyba nigdy się nie wyzbędę. Dziś byłem w bibliotece i pożyczyłem książki. Miałem zamiar pożyczyć jakieś fajne horrory albo chociaż thrillery. Jednak nie znałem żadnego tytułu ciekawej książki. Więc mówię, że chciałbym thrillery fantastyczne. Ukochana Pani wypożyczyła mi jednak książki "science fiction": najbardziej rozbawił mnie tytuł: "Tajemnica pewnego labiryntu" z taką rozbrajającą okładką: labirynt i dwoje nastolatków: chłopak i dziewczyna, oboje o nienaturalnie trójkątnych twarzach, dziewczyna zwraca się do chłopca. On- rudy, ona- blondynka.. i to jest jeszcze książka z obrazkami... Projekt Moniki Gizy. Hahaha. Mam nadzieję, że treść książki nie będzie tak żenująca, jak okładka, coś takiego kojarzy mi się tylko z kiczowatymi opowiastkami dla tzw. młodzjeży, tudzież nastolatków... I to jeszcze zza czasu PRL-u.

Jutro jest sprawdzian z matematyki z trójkątów wpisanych, opisanych i takich badziewów a ja w ogóle nic z tego nie rozumiem, nie pojmuję tej kobiety która to "tłumaczy", ona nawet zadań domowych nie sprawdza, coś takiego jest poniżej jakiejkolwiek krytyki.

Kiedy ja się wezmę za naukę, może ktoś zna na to odpowiedź?

niedziela, 14 marca 2010

14.03 i nowy serial... :/

I kolejna cholernie smutna data w moim prywatnym kalendarzu. Dziś mija trzydziesta rocznica katastrofy lotniczej, w której zmarła Anna Jantar... Wieczna radość, którą promieniowała, była jej znakiem rozpoznawczym. Znajdowała się w każdym, dosłownie, każdym repertuarze...

A teraz? Teraz gwiazdki sezonu śpiewają tylko jedno umca-umca i trala-lala. Oczywiście nie wszyscy. Jest parę osób, które bardzo cenię za twórczość za całokształt, jak np. Anna Maria Jopek, Kasia Nosowska, Kasia - również- Kowalska, Maryla. Ale to jest chyba mniejszość. Znów widziałem przepiękny, nowoczesny, młodzieżowy serial Disney'a. Cytat z zapowiedzi "Nowa rockowa komedia, która was powali. "Ja w Kapeli" już wkrótce" . Która nas powali. Przepraszam bardzo, kogo nas? Ja obok siebie nie widzę nikogo, no chyba, że mamę, ale wątpię bo ona za rockiem nie przepada. Szczególnie za takim kiczowatym. Rozkładając to zdanie na czynniki pierwsze zainteresował mnie jeszcze czasownik "powalić". Jeśli taki badziew miałby mnie powalić na cokolwiek, to musiałbym być tnącym się dzieckiem "imoł". A raczej nie jestem.

Napisałem wiersz. Właśnie o młodzieży. Jak to Tomek mówi "pokemonowy". Może i pokemonowy. Ale mój, własny. i chyba prawdziwy. Tzn. ja tak uważam. Można go przeczytać w dziale "wiersze". A inspiracją był blog EmO-MaRtYnKi" ... Za jakie grzechy...

poniedziałek, 8 marca 2010

7.III...



















Jeśli komuś coś mówi imię Agnieszki Osieckiej, to w dniu siódmym marca nie zachowuje się obojętnie. Ta data jest bardzo mocno utrwalona w moją psychikę i wyczekuję jej co roku od paru lat. Chociaż jest bardzo smutna, jest to dzień przejścia poetki z życia- w życie po życiu. Łza w oku się kręci, gdy słucham "Łatwopalnych". Łza kręci się jeszcze bardziej gdy czytam książki o Niej. Ten marzec w ogóle taki smutny. 7- Osiecka, 14- Anna Jantar...

Obrzędy powitania wiosny znów przeszkodził mi najnowszy "atak". Znów jest paskudnie i zimno dziś było szesnaście stopni mrozu. Ja chcę wiosnę!!

sobota, 6 marca 2010

Szpetni nastoletni

Znowu czytam "Szpetnych czterdziestoletnich" Agnieszki Osieckiej, ostatnio bardzo spodobał mi się cytat "(...)każdy miał swoje godzinki z Bogiem, jak nie tak to siak. A jeżeli ktoś nie miał godzinek z Bogiem, to na pewno miał minutki z Szatanem" Strasznie ciekawa książka. Zacznę pisać charakterystykę Orszulki z "Trenów" Jana Kochanowskiego. Wczoraj był sprawdzian z fizyki, o zgrozo! Większość wiedziałem, a tego czego nie wiedziałem strzeliłem- padła moja ulubiona litera "a".

Śnieg parę dni temu spadł widocznie po to, aby natychmiast stopnieć. Nienawidzę zimy. Mam cichą nadzieję, że teraz już nic nie popsuje moich rytuałów na nadejścia wiosny i że za niedługo zobaczę pąki pierwszych kwiatów tudzież krokusy.

piątek, 5 marca 2010

Znów sypie... Ja się załamie, a dzisiaj jeszcze sprawdzian z fizyki...
Normalnie kicha straszna. Pójdę na kółko, jeśli P pójdzie, przejdziemy razem drogę szkoła-dom i pogadamy. O czymkolwiek.
Zaczynam spisywać wiersze, tzn. przepisywać na PC :)

poniedziałek, 8 lutego 2010

Maryla.

No więc tu się rozpiszę, bo pisać na ten temat warto.
Maryla Rodowicz. Jest już na scenie od ponad czterdziestu lat a jej piosenek słucha kilka pokoleń Polaków. To jest wielki sukces. Jej repertuar jest tak odmienny, bo przecież znajdziemy tam i country (Dzięcioł i dziewczyna, Chcę mieć syna), rock (Listopady liści), jazz (Lubię nas), bossa novy (Bossa nova do poduszki), heavy metal (Tępa blondyna), pop (piosenki z każdej płyty były utrzymane w popularym na czas wydania stylu). Maryla po za tymi ma wspaniały MarylaBand. Większość wykonawców z lat 70-tych teraz niestety śpiewa z kiepskimi półplaybackami, które zazwyczaj strasznie pogarszają jakość piosenek. Natomiast w czasie występów Maryli do ekstazy doprowadzają solówki Zbyszka Krebsa, czy jakże profesjonalna gra na akustyku Marcina Majerczyka. No i oczywiście chórki, które chyba od zawsze towarzyszyły Maryli. Piękne Panie i Juliusz Kamil - który również śpiewa w zespole GandahaR (świetne piosenki, ostry klimat, polecam baardzo).
Reasumując Maryla nigdy nie stanie się nudna, gdyż nigdy takową nie była. Ona zawsze będzie zachwycać i będziemy ją podziwiać. Teraz planuje nową płytę, strasznie jestem ciekawy, bo podobno ma być coś strasznie nowego, tak M. mówiła w radio. Więc czekamy.
Pozdr. M.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Ferie #2

Dziś się skończyły. Trochę kicha, nic nie napisałem, sorry, wczoraj Sylwia R. zaproponowała mi, żebym zaśpiewał z nią w duecie "Happy Birthday" dla Haliny na jakimś koncercie. No, tylko zależy gdzie będzie, bo tak ot nie pojadę sobie do Szczecina, Suwałk, czy innego Gdańska. Dziś, że już do szkoły idę, znów słucham O.N.A. (Moja odpowiedź - z filmu "Ostatnia misja")
Walcz o swój dzień, jesteś sam,
nie dbam o twój los.
Mam własną śmierć,
tak jak ja, jest głucha na twój głos.

Uhuhu ta piosenka ma moc.
W sobotę zapewne spotkam się z Pauliną Cz. musimy nagrać parę kompozycji na jej debiutancki album xD
Tak serio, to chce zrobić prezent swojemu chłopakowi, a ja po prostu ten prezent mam udoskonalić. Więc będę udoskonalał, z miłą chęcią.
Mroźno u nas trochę, wczoraj sypał śnieg. 
Z tą miłą dawką pozytywnej-zimowej- energii mówię wam do zo, czy tam do us bo do szkoły iść muszę.
Na razie 


sobota, 16 stycznia 2010

Ferie

No tak, dziś się zaczęły i strasznie się cieszę, bo w tym roku chociaż mamy śnieg hihi.
Dziś rozebrałem choinkę, już mi trochę zbrzydła, poza tym prawie w ogóle jej nie świeciłem. W ogóle ten świąteczny "nastrój" już na rok minął. Za niedługo będą walentynki, podobno ma być jakaś dyskoteka, więc spoko się wyszaleje. Szukam swojego stylu. Mówię o muzyce, ciągle szukam i ciągle próbuję- to w jazzie, to w bluesie, rocku, próbowałem nawet w heavy metalu. Ciągle jednak nie wiem co wybrać i to jest na dzień dzisiejszy mój życiowy dylemat, mam nadzieję, że ktoś mi kiedyś pomoże go rozwiązać.
W poniedziałek widzę się z Zuzą i Aliną, robimy zdjęcia w stylu hippie, więc pojawią się tu na pewno, natomiast w inny dzień spotykam się z Pauliną Cz., będziemy pracować nad nowym utworem
Więc Pzdr! ;D

piątek, 1 stycznia 2010

Nowy rok...

...bieży :) No, mój pierwszy wpis w nowym 2010 roku. Myślę o przemijaniu. W ogóle ten ubiegły rok strasznie szybko minął - jak z bicza trzask. :D Wczoraj oglądałem transmisję sylwestra z Łodzi, występ Maryli i Dody bardzo dobre zrobił na mnie wrażenie, zresztą obie są wspaniałymi artystkami i królowymi. :)
Samej pomyślności w 2010