poniedziałek, 15 marca 2010

Dno

osiągnąłem totalne dno. Już od paru dni tam jestem. Tzn. na dnie... W ogóle nie czytam, nie piszę, a co najgorsze nie fotografuję... Będąc na emocjonalnym dnie jedynie słucham muzyki. Tego chyba nigdy się nie wyzbędę. Dziś byłem w bibliotece i pożyczyłem książki. Miałem zamiar pożyczyć jakieś fajne horrory albo chociaż thrillery. Jednak nie znałem żadnego tytułu ciekawej książki. Więc mówię, że chciałbym thrillery fantastyczne. Ukochana Pani wypożyczyła mi jednak książki "science fiction": najbardziej rozbawił mnie tytuł: "Tajemnica pewnego labiryntu" z taką rozbrajającą okładką: labirynt i dwoje nastolatków: chłopak i dziewczyna, oboje o nienaturalnie trójkątnych twarzach, dziewczyna zwraca się do chłopca. On- rudy, ona- blondynka.. i to jest jeszcze książka z obrazkami... Projekt Moniki Gizy. Hahaha. Mam nadzieję, że treść książki nie będzie tak żenująca, jak okładka, coś takiego kojarzy mi się tylko z kiczowatymi opowiastkami dla tzw. młodzjeży, tudzież nastolatków... I to jeszcze zza czasu PRL-u.

Jutro jest sprawdzian z matematyki z trójkątów wpisanych, opisanych i takich badziewów a ja w ogóle nic z tego nie rozumiem, nie pojmuję tej kobiety która to "tłumaczy", ona nawet zadań domowych nie sprawdza, coś takiego jest poniżej jakiejkolwiek krytyki.

Kiedy ja się wezmę za naukę, może ktoś zna na to odpowiedź?

Brak komentarzy: