poniedziałek, 24 maja 2010

Sylwia dzisiaj ciągle tylko mówiła mi "napisz o tym na blogu". Więc napiszę, ale spraw jest dużo więc notka pewnie będzie długa. Przed wyjazdem do Starego Sącza nie było nic ciekawego więc dokładnie opiszę to co się działo w drodze i w Sączu.

W drodze na przystanek i na nim. 
Idziemy. Sylwia, Paulina i ja. Dwóm ostatnim strasznie pchało na pęcherz. Jesteśmy już na przystanku, Sylwia patrzy na rozkład, autobus mamy za 7 minut. Mówi, że nie zdążymy dojść do gminy (jest gdzieś 100 metrów), my ją staramy przekonać. Biegniemy i czujemy ten wspaniały wiatr we włosach. Dobiegamy do gminy - zamknięte. Lejemy się jak sto diabłów, Sylwia pyta:
-już?
Ha ha ha.
Mamy 4 minuty. Paulina mówi, żebyśmy szli do "Pod Jabłonią" (przejść przez ulicę) Sylwia oczywiście twierdzi, że nie zdążymy. Ale biegniemy na łeb, na szyję. Dobiegliśmy, poszliśmy tam gdzie powinniśmy ze względu na płeć i oddaliśmy to co mieliśmy oddać. OK. Paulina wylatuje (dosłownie) ja za nią. Krzyczy: "Jedzie! Jedzie!"
Przebiegamy przed busikiem przez ulicę i dostajemy swój przydział na bilet. Oczywiście Sylwia stawia.

W autobusie.
Na samym początku "wycieczuśŚśi" bo była to wycieczka istnie EmOwSkA, widzimy Agatę Kał [Ob]. Machamy, nie widzi, macham w końcu w tylnej szybie. Zaczynamy się malować. Z racji tego, że jest to EmO-wYcIeCzKaŚśŚ - maluję rzęsy hahaha :D Sylwia z Pauliną robią się na galerianki, nie ma jak pompa. W Jazowsku dosiada się do nas Ania z kumpelą i na początku trochę sztywno ale później się rozkręca i coraz żwawiej. Jedzie do Sącza, żeby poznać chłopaka, którego zna z zdjęcia... Well...

W Starym Sączu na rynku.
Czekamy i Anka szuka go wzrokiem... Znalazła! Jakiś dresik w potwornej baseballówce na głowie. My idziemy do "Marysieńki" i chcemy coś zamówić, ale nikogo nie ma. Tzn. przy kasie... Anka pisze do Sylwii, że jest źle, żebyśmy przyszli. Wracamy na rynek. Idziemy znów do "Marysieńki" na balkon, Sylwia chce zobaczyć gdzie jest park, bo tam kazała iść Anka. Po drodze wstępujemy do cukierniczego kupić bułkę jaką. Sylwia, gdy widzi, że nikogo nie ma, sama sobie zabiera bułkę od tyłu jakoś babka przychodzi z mową na ustach
-Tu nie samoobsługa!!! Idziemy do tego parku, Anka do Sylwi pisze: "Ale  cipek" o tym chłopaku hahaa.  W końcu się rozstają... tzn. on idzie w jedną stronę a  my w inną. I właśnie w tej innej stronie...
Dialog męża z żoną zapewne mąż trzyma dziecko na ręku tudzież w wózku
Żona: Nie no, on się syreny nie boi!
Mąż: Nie boi...
Żona: No mówię, on się syreny nie boi bo wyła, tylko się przestraszył jak wyleciał ten pierdolony pies!!
My brecht.

Później to jeszcze kupiliśmy zapiekankę która śmierdziała niewypranymi skarpetkami, no a potem już poszliśmy na autobus. Jechaliśmy w pełnej ciszy... nie no, żart xD Pieprzyliśmy jak 1oo diabłów! xD

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Dodałeś notkę o 19.19 ;D Lubię takie godziny...xd

Ale miałeś 'emowską' wycieczkę xd
Ę.

Dońka ;D