poniedziałek, 27 czerwca 2011

Lwów.

Właśnie się wróciłem z Lwowa. Miasto 'polskie'- architektura bardzo zbliżona do naszej, Krakowskiej. Bardzo ładnie, tylko potwornie zniszczone przez czas i komunizm. A szkoda. Okna jeszcze takie stare, zaraz po wojnie wstawione, ludzie też jacyś tacy powojenni bardzo, szczególnie na tych straganach sprzedający swastyki i portrety Hitlera (bez jaj...)

Koncertowaliśmy przed bazyliką, było zimno jak jasny piorun ale opłacało się. Bisowaliśmy dziewięć razy, tak się ludziom podobało. A mi podobało się najbardziej gdy dyrygent powiedział "Bardzo nam było miło wystąpić dla Polonii" - a oni "My nie Polonia, my Polacy, bo na swoim jesteśmy" - zamurowało  mnie.  

5 komentarzy:

BookEater pisze...

chyba jeszcze w żadnym mieście nie widziałam portretów Hitlera na sprzedaż o_O wgl. ich nie widziałam...

Marteniczka pisze...

Nie ma za co :) Pomyślałam,że to nie fair,że ja tak bezkarnie buszuję po Twoim blogu,a Ty po moim nie mogłeś :D
Pozdrawiam :)

Marcccin pisze...

ja widziałem portret Hitlera,nawet nie tyle malowany, bardziej takie większe zdjęcia w ramce, ale to tylko na jednym straganie.

Beti444 pisze...

"My nie Polonia, my Polacy" - wzruszyłabym się, słysząc takie słowa. A ich pewnie wzruszył Wasz występ...

Marcccin pisze...

ogromnie! Szczególnie tych starszych, którzy jeszcze byli wychowywani jako Polacy, tacy dziadkowie osiemdziesięcioletni. Gdy graliśmy "Góralu czy Ci nie żal"- widać było jak ocierali łzy...