sobota, 10 grudnia 2011

Gdyby tak to wszystko co mi się śniło stało się naprawdę... Byłbym wniebowzięty. I taki cholerny dół jak się obudziłem, że to nieprawda. A sen był naprawdę strasznie realistyczny... Ale nie wracam.

W Tarnowie było nawet spoko i taka wielka mgła jak się wracaliśmy. Dużo mogę myśleć przez te 4 godziny w każdą sobotę, w drodze do Trn... I myślę. I często mnie te myśli dołują.

I pierwszy raz od jego śmierci śnił mi się Paweł, od siedmiu lat... Mam nadzieję, że teraz mnie będzie częściej nawiedzał w śnie. Dla jasności Paweł to mój kuzyn, uwielbiałem go,zmarł szybko i niespodziewanie po krótkiej chorobie 10.03.2004 roku... I dużo o nim ostatnimi czasy myślałem... 

Brak komentarzy: